W najstarszym legnickim kościele wszystkie ruchome zabytki są już po inwentaryzacji. Najcenniejsze to, bez dwóch zdań, koncertowe organy i niemieckie witraże. W przypadku zagrożenia zdeponować należałoby jednak nawet kilkaset zabytków. – Każdy detal, każda ławka, każde krzesło, obraz, zdobienie ma osobną kartę. I to jest coś wyjątkowego, o co musimy jako właściciele obiektu w szczególny sposób zadbać – tłumaczy ks. Jerzy Gansel, proboszcz Parafii Ewangelickiej w Legnicy.
Plan ochrony zabytków na wypadek konfliktu zbrojnego to zaledwie pierwszy krok. Pozostają jeszcze kwestie logistyczne, choćby transport dóbr kultury do depozytów.
W jaki sposób te elementy zabezpieczać, w jaki sposób je przewozić, gdzie je deponować – to są kolejne kwestie, które na pewno w takiej sytuacji, zanim taka sytuacja nastąpi, trzeba rozważyć, trzeba być na to przygotowanym
To nie wszystko. W przypadku zagrożenia zarządcy nieruchomości mają dodatkowe obowiązki, choćby oznaczenie ich dla samolotów – tłumaczą przedstawiciele delegatury Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. – Konwencja haska mówi o oznaczeniu obiektu przed ewentualnym bombardowaniem. To jest tzw. tarcza, która daje sygnał w razie nalotów wojskowych, że ten obiekt jest nietykalny, jest chroniony zapisami międzynarodowymi – wyjaśnia Karolina Brymora, inspektor ds. zabytków nieruchomych.
Podobna jak w kościele Mariackim, choć znacznie bardziej pracochłonna, inwentaryzacja trwa w Muzeum Miedzi, które liczy kilkanaście tysięcy eksponatów. – Przygotowujemy listę obiektów najcenniejszych, które w pierwszej kolejności należałoby podjąć w razie ewakuacji. Musimy je zmierzyć, musimy je zważyć i przygotować opakowania – informuje dyrektor muzeum Marcin Makuch.
W przypadku zagrożenia legnickie zabytki ruchome i dzieła sztuki miałyby trafić do depozytów z dala od ruchliwych miejsc, które mogą być celami strategicznymi.