Dokładnie 21 lat temu – 12 lipca 1997 r. – Powódź Tysiąclecia zalała Wrocław. Ludzie czekali na pomoc na dachach, a ulice zamieniły się w rzeki. Wielka woda ciężko doświadczyła wtedy nie tylko Polskę, ale także Czechy, Słowację, Niemcy i Austrię.

W sobotę 12 lipca 1997 fala powodziowa dociera do Kozanowa. Zalewa osiedle, centrum miasta, okolice dworca kolejowego i Śródmieście. Miasto jest sparaliżowane. Nie ma wody, prądu, nie działają telefony, nie jeżdżą autobusy i tramwaje.

Na Przedmieściu Oławskim woda sięga pierwszego piętra. Wiele kamienic trzeba będzie później wyburzyć. Na kilka dni północna część miasta zostanie odcięta od południowej. Nikt nie spodziewał się tak wysokiej fali. Mieszkańcy Kozanowa do dziś pamiętają wielki strach.

Ludzie do ostatnich chwil walczyli o miasto. Według szacunków ułożono nawet pół miliona worków z piaskiem. Udało się obronić m.in. Biskupin i Ostrów Tumski, ale 40% miasta znalazło się pod wodą. – Mimo tragedii umieliśmy się zjednoczyć – wspominają mieszkańcy.

W akcji ratunkowej brało udział ponad 5 tys. osób, pomagało 20 tys. wolontariuszy. Dziennikarze na bieżąco relacjonowali to, co dzieje się we Wrocławiu i w całym regionie. Pokazywali dramatyczną obronę wałów w Łanach, informowali gdzie i jaka pomoc jest najbardziej potrzebna.

Powódź Tysiąclecia zalała lub podtopiła prawie 2,6 tys. budynków mieszkalnych. Zniszczyła ponad 20 mostów i wiaduktów, wiele kilometrów dróg. Ucierpiały hale sportowe, port, zakład uzdatniania wody, Dworzec Świebodzki.

W całym kraju w wyniku tej powodzi zginęło 56 osób, a 7 tys. osób straciło dach nad głową. Straty oszacowano na 3,5 mld dolarów.