Przed nami sezon letni, a to także sezon na kleszcze. Choroby, które przenoszą, mogą być bardzo groźne dla zdrowia. Lekarze uspokajają jednak, że z boreliozą dzisiejsza medycyna umie sobie poradzić. Powstają też firmy, które prowadzą badania kleszczy pod kątem nosicielstwa boreliozy.

Według sanepidu w pierwszym kwartale 2018 roku na Dolnym Śląsku zanotowano 119 zachorowań na boreliozę i dwa przypadki odkleszczowego zapalenia mózgu. Około 20% kleszczy jest zakażonych. Patogeny najczęściej przenoszą z innych zwierząt.

Kleszcze – wbrew powszechnej opinii – nie żyją na drzewach, ale niżej, w trawie i krzewach. Najwięcej zachorowań na boreliozę jest w lecie. Choroba ujawnia się od 3 do 8 tygodni po ukąszeniu. Jeśli na ciele pojawia się rumień – trzeba od razu iść do lekarza. Można też wykonać specjalistyczne badanie krwi. – Wykonuje się badanie pierwszego siewu i bardziej pogłębione i ono jest najbardziej obiektywnym badaniem – informuje Magdalena Mieszkowska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.

Możemy też zbadać kleszcza, który nas ukąsił – sprawdzić czy był nosicielem boreliozy. Są już firmy, które się tym zajmują, ale pajęczaka trzeba jak najszybciej dostarczyć do laboratorium. – Przede wszystkim bardzo istotny jest wynik negatywny badania takiego kleszcza. Wynik negatywny oznacza, że kleszcz nie mógł nas niczym zakazić, natomiast wynik pozytywny oczywiście nie potwierdza tego, że doszło do zakażenia. To zależy od czasu wkłucia się kleszcza, natomiast jest to dla nas sygnałem, że mogliśmy się zetknąć z niebezpiecznymi patogenami – mówi Janusz Piechota, prezes zarządu Amplicon.

Doktor Jacek Gąsiorowski uspokaja, że borelioza jest znana od kilkudziesięciu lat, a leczy się ją powszechnie dostępnymi i łatwymi w stosowaniu antybiotykami. Ważne jednak, by kleszcza szybko usunąć, a chorobę zdiagnozować.

Rocznie na Dolnym Śląsku lekarze diagnozują boreliozę u około 900 osób.