Pokłócili się o psa, doszło do strzelaniny. Dziś ruszył proces w sprawie ubiegłorocznej strzelaniny na Nowym Dworze we Wrocławiu. Adrian C. w czasie awantury miał postrzelić z rewolweru Damiana G w brzuch. Zdaniem prokuratury usiłował go zabić. Oskarżony twierdzi, że tylko się bronił przed pokrzywdzonym i jego kolegą, a psa wcale nie kopnął.

Adrian C. w marcu ubiegłego roku wracał rowerem do domu. Pod koła wbiegł mu pies. Oskarżony chciał go odgonić nogą. Podeszli do niego dwaj mężczyźni. Jeden z nich miał mieć w ręce metalowy przedmiot – to wersja zdarzeń oskarżonego. – Byłem przekonany i jestem cały czas przekonany, że to był nóż. Wyciągnąłem broń, skierowałem ją w ten sposób [w górę – przyp. redakcji] ... i krzyknąłem „stój bo strzelam” – mówił oskarżony Adrian C.

Tak natomiast zdarzenie relacjonuje postrzelony Damian G.: wracając z kolegą z pracy zauważyli mężczyznę kopiącego psa. Wywiązała się awantura. Oskarżony wyciągnął broń. – Wycelował w moją głowę i ja wtedy się zamachnąłem, żeby go uderzyć ręką. On się cofnął, wtedy ręka mu się obniżyła i wystrzelił – twierdzi pokrzywdzony Damian G.

Jedna z kul trafiła Damiana G. w brzuch. Adrian C. przyznał, że oddał kilka strzałów, bo się bronił. Celował w powietrze i w ziemię.

Prokuratura postawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. – Mając w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznania czynu i pokierowania swoim postępowaniem, usiłował pozbawić życia Damiana G. – uważa prokurator Agnieszka Wawrzynek.

Broń, z której strzelał Adrian G., to replika rewolweru z XIX wieku. Nie musiał mieć na nią pozwolenia. We wcześniejszych zeznaniach oskarżony mówił: „Posiadałem tą broń około pół roku. Ja nigdy nie prowokowałem sytuacji, że startuję jak maczo, że wyciągam spluwę. Wręcz przeciwnie, świadomość posiadania tej broni powodowała większe wyważenie”.

Adrian D. nie przyznał się do winy. W chwili zdarzenia miał ograniczoną poczytalność.