Rolnik handlowcem – czemu nie? Zwłaszcza teraz. Nowe przepisy zachęcają do przetwórstwa, a jeszcze bardziej zachęca moda na zdrową żywność prosto z gospodarstwa. Na Dolnym Śląsku do inspekcji weterynaryjnej zgłosiło się już 126 rolników przetwarzających i sprzedających na własną rękę sery, pierogi i kiełbasy. Odwiedziliśmy z kamerą pierwszy sklep farmerski we Wrocławiu!

Igor Pietrzyk znalazł swoje powołanie w produkcji serów. Jednak wiejska serowarnia i mleczne krowy po sąsiedzku to za mało, by osiągnąć biznesowy sukces. Nietanie przecież sery trzeba jakoś sprzedać. – Mając na uwadze to, że sami jesteśmy wytwórcami przede wszystkim nabiału, to sprzedajemy go we własnym sklepie – mówi gospodarz z „Zagrody smaku”.

Do tego własne przetwory i warzywa oraz starannie wyselekcjonowany, choć dość skromny, wybór artykułów spożywczych. – Ja tutaj często przychodzę po warzywa, sery, fajne produkty – mówi Alicja Kubacka. Ma być tradycyjnie i zdrowo. Między serowarem a klientami zaiskrzyło. – Ponieważ tu jest tak jakby swojsko i naturalnie – dodaje Vanessa Krzyżosiak.

Bo mieszczuch marzy o pomidorach dojrzewających w słońcu, autentycznym wiejskim chlebie i naturalnych przetworach z owoców nietkniętych opryskami. Kłopot w tym, że tego rodzaju nieprzemysłowa produkcja jest niesłychanie trudna, droga i... rzadka.

– W tej chwili można zauważyć, że produktów, które są wytwarzane bezpośrednio przez rolników, jest trochę więcej na rynku. Ale to nie jest tak, że można powiedzieć o lawinie, która zalewa rynek spożywczy. To jeszcze nie ten czas – uważa Pietrzyk.

Farmerski sklepik poszukuje kolejnych, niekoniecznie ekologicznych – byle uczciwych! – tradycyjnych produktów. – Jest coraz więcej chemii i taka zdrowa żywność jest potrzebna. Ewentualnie gdyby była trochę tańsza, bo to oczywiście jest na topie. A co jest na topie, jest po prostu drogie – zauważa Magdalena Barczyńska.

Na Dolnym Śląsku oficjalnie zarejestrowano kilkadziesiąt tradycyjnych produktów. Ale w praktyce, w handlu, dostępna jest niewielka ich część.