Oddział ratunkowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu oddano dziś po remoncie. Osobno są przyjmowani ci, których przywożą karetki; osobno pacjenci, którzy zgłaszają się sami. Ciągle brakuje jednak lekarzy, bo medycyna ratunkowa to jedna z najtrudniejszych dziedzin medycyny. Rektor Uniwersytetu Medycznego apeluje do Ministerstwa Zdrowia o utworzenie szybkiej ścieżki przyjmowania do pracy lekarzy zza wschodniej granicy.

Przebudowa SOR-u trwała dwa miesiące. Przesunięto ściany. Zamiast czterech, stworzono 12 stanowisk dla chorych. Kupiono nowy sprzęt. – Wszystkie łóżka są nowe, monitory, EKG. Teraz jesteśmy w stanie rozruchu – opowiada prof. Dorota Zyśko, kierownik SOR-u.

W styczniu 2013 r. wybuchł skandal. Okazało się, że karetki godzinami stały przed Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym przy ul. Borowskiej. Pacjentów były dziesiątki, lekarzy na dyżurach – trzech.

Podobny problem był w innych szpitalach: za mało personelu. Wojewoda, dyrektorzy szpitali i przedstawiciel Narodowego Funduszu Zdrowia wprowadzili zmiany: zwiększono liczbę etatów. – Często było to 50% – z dwóch do czterech lekarzy czy z trzech do czterech. To była wielka poprawa, naprawdę – przekonuje dr Janusz Sokołowski, wojewódzki konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej.

Lekarz medycyny ratunkowej ma kilka minut na podjęcie decyzji, której konsekwencją może być uratowanie życia chorego. Kandydatów na takich specjalistów nie brakuje, pieniędzy na ich szkolenie – owszem. – Uczelnie są w stanie przyjąć 20% więcej, ale musi pójść finansowanie – zauważa prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego.

Przebudowa i wyposażenie SOR-u kosztowały 4 mln zł. 1,2 mln przekazał wojewoda, 800 tys. wyłożył szpital, reszta to unijna dotacja. Inwestowanie nie jest łatwe, bo tutejszy SOR, jak w każdej placówce, generuje straty – 2 mln rocznie. – Jeżeli chodzi o SOR, to mamy nadzieję, że zmieni się jego rentowność w finansowaniu, bo finansowanie nie jest zależne od liczby personelu – twierdzi Piotr Pobrotyn, dyrektor USK.

Na Dolnym Śląsku jest 15 oddziałów ratunkowych, a we Wrocławiu są cztery. Ostatnio oddano do użytku nowe oddziały ratunkowe w Głogowie i Lubinie, natomiast we Wrocławiu – w szpitalu im. Marciniaka. Na przebudowę SOR-u w kolejce czeka m.in. Trzebnica. – Pieniądze – kilka milionów złotych – będą – zapewnia wojewoda. – Dziś mam dobre informacje, że poza tym, co ja oszczędzę na SOR-y, będą dodatkowe środki za sprawą parlamentarzystów na remonty SOR-ów i karetki – dodaje Paweł Hreniak.

Przed oddziałem ratunkowym w USK pacjenci czekają w kolejce. Jadą, pokonując nawet kilkadziesiąt kilometrów, bo tu są specjaliści. – Czekam dwie godziny. Nastąpiło zwichniecie endoprotezy i dlatego próbuję dostać się przez SOR – mówi Bogusława Bródka z Jawora.

– Tu trochę się poprawiło, ale w innych szpitalach – niekoniecznie. Najdłużej stałem w ostatnim czasie trzy godziny – w grudniu w Szpitalu Wojskowym – twierdzi napotkany przez nas ratownik medyczny. SOR każdego dnia przyjmuje około stu pacjentów. Czasami zgłasza się jednak nawet 130 chorych.