Konopie przemysłowe po dziesięcioleciach niełaski wracają triumfalnie na Dolny Śląsk. Rolnik z Rogowa Sobóckiego obsiał konopiami 3 ha pól u stóp Ślęży. Wybrał starą polską odmianę – konopie białobrzeskie, czyli włókniste i pozbawione substancji psychoaktywnych. Ale właśnie takie są teraz... modne i poszukiwane przez producentów zdrowej żywności.

– Konopie to najmocniejsze włókno roślinne pochodzenia naturalnego, jak i paździerz, z których, wymieszanych z wapnem, możemy wybudować dom – zapewnia Lesław Lech z Rogowa Sobóckiego.

Bo konopie leczą, ubierają i żywią. W Polsce trwa konopny renesans. – Jeśli chodzi o plon, o cenę, to bardzo się opłaca. Konopie przemysłowe nie mają nic wspólnego z marihuaną, ale za to mają wiele zastosowań – dodaje. Od maści, mydeł i olejów po konopną mąkę.

– Jest bardzo zdrowa, bogata w witaminy A, D, E, mangan, fosfor. Myślę, że warto wprowadzić ją do naszej diety – mąkę, produkty i przede wszystkim białko konopne – proponuje Marcin Szczęsny z Punktu Konopnego we Wrocławiu.

U schyłku XX w. tworzywa sztuczne wyparły konopie. Przemysł włókienniczy już nie chciał surowca naturalnego. Rolnicy zaprzestali uprawy. Teraz pracują na rzecz bardziej wyrafinowanych odbiorców konopnych preparatów. – Nie uleczy, ale ulga jest – usłyszeliśmy od pacjentki Punktu Konopnego.

Zgodnie z ustawą z 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii uprawa niewinnych przemysłowych konopi i... rolnicy są ściśle kontrolowani w całym kraju. – Według moich informacji zakontraktowane są ok. 3 tys. ha, a trzeba pamiętać, że po wojnie było to kilkadziesiąt tysięcy. Na pewno ilość surowca na rynku wpływa na cenę – dodaje Szczęsny.

Plantacje błyskawicznie rosną. W 2015 r. na Dolnym Śląsku było to ok. 80 ha. W następnym – 165, w tym – już 240 ha.