Ilu ich było? Tego nie wie nawet przywódca organizacji. Pewnie kilka tysięcy. Byli młodzi i pełni zapału. Działacze Solidarności Walczącej dziś w większości nie zajmują się polityką. Każdy z nich ma piękną opozycyjną kartę i masę wspomnień. To przyjaźń na całe życie.

Hannę Łukowską, Ludwikę Ogorzelec i Andrzeja Kisielewicza połączyła Solidarność Walcząca... i pewne miejsce. Kiedyś stał tam budynek D-6, czyli barak, w którym mieścił się Instytut Matematyki Politechniki Wrocławskiej. Profesor Kisielewicz był na początku lat 80. młodym pracownikiem naukowym Politechniki. W Solidarności Walczącej odpowiadał za redagowanie biuletynów.

Co napisał autor, drukował Albert Łyjak. Dziś wspomina jak wpadł w panikę, gdy podczas pracy w drukarni na 8. piętrze bloku ktoś zapukał... do okna: Okazało się, że sąsiadka z góry słyszała, że coś robimy, czegoś się domyślała, więc spuściła na sznurku kamień i pukała do okna, potem okazało się, że chciała pomóc.

Praca w Instytucie Matematyki do łatwych wtedy nie należała. Bezpieka dobrze wiedziała, że to kolebka wrogiej organizacji. Trzeba było uważać. Hanna Łukowska była mistrzynią w urywaniu się ścigającym ją esbekom. Jak mówi – na pomoc wrocławian zawsze mogła liczyć.

Aresztowania, represje, problemy w pracy – to była ich codzienność. Dziś mówią zgodnie, że było warto.