Politechnika Wrocławska znalazła się na pierwszym miejscu w Polsce pod względem liczby patentów. W ciągu ostatnich 5 lat naukowcy tej uczelni opatentowali prawie pół tysiąca produktów, zostawiając daleko w tyle drugą w rankingu Akademię Górniczo-Hutniczą z Krakowa.

Marta Fiedot i Olga Rac są nazywane złotymi dziewczynami Politechniki, ponieważ wykorzystują mikro-drobinki złota do produkcji nowoczesnych czujników wykrywania gazu. Pomysł, choć dopiero zgłoszony do opatentowania, już jest znany. Jako pierwsza czujniki zamówiła firma z Niemiec.

Studentki pracują także nad pokrywaniem tkanin substancją zabijającą bakterie. Takie tkaniny już są w sprzedaży, ale wykonana z nich odzież jest bardzo droga. Zastąpiliśmy srebro cynkiem, co jest znacznie tańsze - mówi Olga Rac - studentka Wydziału Elektroniki Mikrosystemów i Fotoniki. Taka tkanina zabija bakterie prawie w stu procentach - skarpetki będzie można nosić tydzień.

Inżynier Anna Janicka od lat zajmuje się silnikami spalinowymi. Opatentowała już 4 produkty. Kolejne 4 czekają na decyzje urzędników. Ostatni pomysł to świeca żarowa dla silnika 1,9 TDI, która jest pokryta substancja katalizującą spaliny już w silniku.

Politechnika z samych patentów ma 2 mln złotych rocznie. Korzyści czerpią też naukowcy. Jeśli pomysł należy do studentów - dostają stypendium, a pracownicy otrzymują ponad połowę zysku z patentu.

W ciągu ostatnich 5 lat na Politechnice opatentowano 434 produkty. Słynna Akademia Górniczo-Hutnicza została daleko w tyle - 296. Niestety, niewiele polskich patentów jest chronionych także za granicą. Patent polski kosztuje 2 tys., ten zagraniczny 20-30 tys. – informuje prof. Eugeniusz Rusiński.

W krajach wysoko rozwiniętych najwięcej patentów powstaje w zakładach przemysłowych. U nas - na uczelniach. Polski przemysł jest za biedny. W badania naukowe inwestuje mało. Rzadko też, z tych samych względów, wykorzystuje nowinki technologiczne.

Urszula Bąk