50 ton ogórków leży w magazynach podwrocławskiej firmy ogrodniczej w Siechnicach. Nikt ich nie chce kupić, bo szklarniowe ogórki chwilowo są passé. To dolnośląskie konsekwencje niemieckiej paniki i rosyjskiego embarga na warzywa pochodzące z Unii Europejskiej.

W Siechnicach przerwano produkcję szklarniowych ogórków. Na ostatnie zbiory brakuje klientów. Wprawdzie wszyscy wiedzą, że warzywa są bezpieczne i dobrej jakości, ale panika na rynku zadecydowała.

Sprzedawcy na wrocławskim bazarku nadal handlują rodzimymi warzywami. Klientów jest jak na lekarstwo. Zła fama ogórków odbiła się m.in. na pomidorach. Dla dużych firm, takich jak ta w Siechnicach z produkcją 7 mln kilogramów rocznie, to więcej niż kłopot. Cena w hurcie spadła do 1,5 zł za kilogram, znacznie poniżej opłacalności.

Warzywa spod osłon to towar sezonowy. Nie można go przetrzymać w oczekiwaniu na lepszą koniunkturę, a na taką się i tak nie zanosi. Rosyjskie embargo spowodowało zamknięcie ogromnego rynku zbytu. Ucierpiały także te firmy, które, tak jak ogrodnicy z Siechnic, nie eksportują swoich warzyw do Rosji.

Jadwiga Jarzębowicz