Mimo ostatnich opadów deszczu susza na Dolnym Śląsku coraz bardziej doskwiera rolnikom. W regionie pracuje już 30 komisji klęskowych, a wkrótce zostanie powołanych dziesięć kolejnych.

Susza rolnicza nie wybiera. Dotyczy nie tylko gospodarstw rodzinnych, ale także dużych spółek rolnych – tyle że te monitorują zagrożenie z pomocą nowoczesnych technologii.

– Na zdjęciach z drona widać jasne plany – to wysuszone zboże. Ciemniejsze, zielone – to jedna trzecia, która sobie jeszcze poradziła z suszą ze względu na inną strukturę gleby – opowiada Józef Śliwa, prezes zarządu Rolniczych Zakładów Produkcyjno-Doświadczalnych „Inwestrol IZ” w Żórawinie.

– Wypalenia pszenicy spowodują, że ziarno będzie zdecydowanie mniejsze, będzie szło w stronę pośladu. Rzepak nie zawiązał ok. 30% łuszczyn – to ogromna ilość. Plon rzepaku w tym roku będzie marny – w porywach do trzech ton. To ogromna strata – uważa Andrzej Frątczak z zakładów w Żórawinie.

Dopiero 12 czerwca deszcz spadł na pola Inwestrolu. – Od 18 maja nie było tu deszczu. Padało w Świętej Katarzynie, Wrocław miał deszcz, a w gminie Żórawina to jest pierwszy opad. Ostatni deszcz spadł wówczas, gdy kłosiła się pszenica i zawiązywały łuszczyny rzepaku. Trzy i pół tygodnia nic, a efekty są nieodwracalne. Nie ma mowy o plonie wyższym niż pięć ton – zamartwia się Józef Śliwa.

Ten jeden czerwcowy deszcz może jeszcze uratować kukurydzę, buraki, ziemniaki.

– Ostatnie opady, które mieliśmy w wysokości 20 – 25 cm, były burzowe, ale to pozwala patrzeć na stan kukurydzy jako na dobry lub bardzo dobry. To też się okaże, jak kukurydza będzie kwitła, ale na to musimy jeszcze poczekać – dodaje Andrzej Frątczak.