Fikcja statystyczna panuje w dolnośląskim rolnictwie. Gospodarstwa są większe niż można by przypuszczać, a czynnych rolników jest znacznie mniej niż wykazują dokumenty. Oficjalne dane nie nadążają za rzeczywistością.

Średnia powierzchnia gospodarstwa rolnego na Dolnym Śląsku to 16,5 hektara. Oficjalnie. – To są dane statystyczne, które nie odzwierciedlają stanu faktycznego – twierdzi dr Tomasz Berbeka z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Bo w każdej wsi rolników, czyli ludzi pracujących na roli, jest znacznie mniej niż można by przypuszczać. – Prawdziwych rolników to jest praktycznie 6, a reszta to pseudorolnicy – mówi o sytuacji w swojej miejscowości Jan Kielar z Nowej Wsi Złotoryjskiej.

W teorii na Dolnym Śląsku jest około 50 tys. gospodarstw, bo tyle pobiera unijne dopłaty. Nic bardziej mylnego. – Więksi rolnicy wydzierżawiają ziemię, a trzymają, żeby było na KRUS, wiadomo – dodaje Jan Kielar.

W rzeczywistości liczba rolników, którzy czynnie się tym zajmują, czynnie fizycznie, jest o około 60% zawyżona – informuje dr Tomasz Berbeka.

Do dopłat prawo mają tylko ci, którzy sami uprawiają swoją ziemię. Nikogo nie dziwi, że jeden rolnik uprawia kilkanaście działek i więcej swoich sąsiadów. – Mają korzyści i dzierżawca, i wydzierżawiający – mówi Władysław Janczak z Nowej Wsi Złotoryjskiej. Jest tylko jeden problem – podstawowe dane dotyczące ekonomii wsi nie są prawdziwe.