„Byłem nękany przez gangsterów, którzy nie chcieli zapłacić za naprawę samochodu” – mówi właściciel warsztatu samochodowego w Bielanach Wrocławskich. Wczoraj przed warsztatem rozegrały się sceny rodem z gangsterskiego filmu. Właściciel użył broni czarnoprochowej w obronie własnej. Sprawę wyjaśnia policja.

Do strzelaniny doszło wczoraj około południa. Gangsterzy napadli na warsztat samochodowy w Bielanach Wrocławskich. Jak twierdzi właściciel warsztatu, nie chcieli zapłacić 40 tys. zł za naprawę rozbitego samochodu. Mężczyzna najpierw otrzymywał smsy z pogróżkami, później bandyci zaatakowali jego dom. – Zaczęło się to dwa tygodnie temu, rozwalili mi dom, elewację, szyby powybijali. Tydzień później dwa mołotowy do domu – opowiada mężczyzna.

Właściciel warsztatu twierdzi, że wielokrotnie powiadamiał policję o tym, że jest nękany, jednak nie otrzymał żadnej pomocy. Gdy gangsterzy pobili jego pracownika, zdesperowany przedsiębiorca postanowił obronić się sam. – Kupiłem dwie sztuki broni czarnoprochowej. Załadowałem i czekałem na nich na drugi dzień. Oddałem dwa strzały ostrzegawcze, trzy pod nogi i uciekli. Było ich ośmiu, policja jednego zatrzymała – opowiada właściciel warsztatu.

Zdaniem zwolenników legalizacji broni palnej, właściciel samochodu zachował się jak należy. Bronił siebie, swoich pracowników i warsztatu nie robiąc nikomu krzywdy. Na posiadanie broni czarnoprochowej nie jest wymagane zezwolenie.

Policja tłumaczy, że dla dobra sprawy nie może ujawnić na jakim etapie jest śledztwo. Właściciel warsztatu zapewnia, że nie chce więcej używać broni do obrony własnej. Liczy na to, że policja szybko złapie wszystkich napastników.