„Owocowa katastrofa” – tak plantatorzy komentują ceny malin, porzeczek, agrestu i wiśni w skupach. Grożą, że nie będą zbierać owoców z drzew i krzewów, bo ceny są rażąco niskie w stosunku do kosztów produkcji. Taka sytuacja zaszkodzi i producentom, i konsumentom.

W podwrocławskich Jarząbkowicach od kilku dni trwają malinowe żniwa. Plony są dobre tylko tam, gdzie plantacje są nawadniane.

Malin jest dużo, a będzie jeszcze więcej, więc ceny w skupach już drastycznie spadły. Sadownicy z mniejszych plantacji usiłują sprzedać owoce na targowiskach hurtowych. Za kilogram malin przemysłowych w skupach płaci się nie więcej niż 2 zł. Żeby rolnik miał zysk, cena powinna wynosić co najmniej 3,5. Plantatorzy grożą, że nie będą zbierać owoców.

Żeby sprzedać maliny lub truskawki, czyli miękkie, delikatne owoce, na plac handlowy sprzedawcy muszą przyjechać w nocy. Tymczasem z Węgier czy z Ukrainy docierają do polskich skupów owoce już przetworzone – zamrożone lub w postaci musu.

Plantatorzy domagają się ochrony polskich rolników i rodzimego rynku.