Tomasz Komenda, skazany w 2000 roku na 25 lat więzienia za brutalny gwałt i morderstwo na 15-latce, od połowy maja jest już na wolności. Sprawa, zamknięta w 2005 roku, została wznowiona w 2016 roku dzięki determinacji Bartosza Biernata - prokuratora pracującego w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu. W czerwcu 2017 roku zatrzymany został nowy podejrzany, notowany wcześniej za gwałty Ireneusz M. 16 maja Komendę uniewinnił Sąd Najwyższy.

Przez 18 lat powtarzał, że jest niewinny. Niesłusznie skazany, postanowił podzielić się dramatycznymi przeżyciami z pobytu w dwóch zakładach karnych: wrocławskim więzieniu nr 1 przy ul. Kleczkowskiej oraz więzieniu w podwrocławskim Strzelinie.

W wypowiedzi dla "Dużego Formatu" Komenda wyjawił, że już na samym początku odbywania kary był maltretowany przez współwięźniów. Oprócz codziennych wyzwisk, znęcali się nad nim fizycznie. Udzielający wywiadu mówi, że był bity mydłami wsadzonymi do skarpet.

Najgorsze nadeszło jednak później. Gdy na oddziale był tylko jeden strażnik, współwięźniowie postanowili Komendę zgwałcić. Wybronił się, uderzając taboretem o drzwi od celi.

W rozmowie z "Dużym Formatem" Komenda wspomina, że trzy razy próbował targnąć się na życie – poprzez powieszenie na prześcieradle. Za każdym razem jednak ktoś go ratował.

Tło tragedii

Sprawa, nazwana „zbrodnią miłoszycką”, od samego początku wstrząsnęła całą Polską. 15-letnia Małgosia K., która sylwestra 1996/97 spędziła na wiejskiej dyskotece, została brutalnie zgwałcona i zamordowana. Jej nagie ciało znaleziono 1 stycznia na posesji obok miejsca, w którym się bawiła.

Tomasz Komenda w czasie popełnienia zbrodni – według zeznań 12 świadków i wersji samego podejrzanego – bawił się w oddalonym o 30 kilometrów Wrocławiu.

Przez trzy lata wymiar sprawiedliwości nie potrafił znaleźć winnego i presja społeczna rosła. Po opublikowaniu portretów pamięciowych, mieszkanka Wrocławia rozpoznała na jednym z nich swojego sąsiada – Tomasza Komendę.

„Dowody” zbrodni

Tomasz Komenda od samego początku współpracował z organami ścigania – zgodził się na pobranie próbek krwi oraz zapachu. Biegli stwierdzili, że jego materiał genetyczny pasuje do próbek zebranych na miejscu zbrodni. Ekspertyza wykazała, że odcisk szczęki Komendy pokrywał się ze śladem znalezionym na ciele ofiary. Dwa psy policyjne, niezależnie od siebie, wskazały, że zapach z czapki należy do Tomasza Komendy.

Dodajmy, że 23-letni wówczas mężczyzna nigdy nie miał problemów z prawem, nie był notowany. Miał opinię spokojnej osoby.

W 2000 roku Komenda został zatrzymany i aresztowany na wniosek prokuratora Stanisława Ozimina. Warto zauważyć, że przeciwko temu prokuratorowi kilka razy prowadzono postępowania dyscyplinarne. Został on także skazany za korupcję w innej sprawie.

Trzy lata później sąd pierwszej instancji, pod przewodnictwem Mariusza Wiązki, skazał Komendę na 15 lat więzienia. Po apelacji wymiar kary został zwiększony. W 2004 roku sąd drugiej instancji zadecydował o wydłużeniu kary do 25 lat. Rok później Sąd Najwyższy oddalił kasację od tego wyroku.

16 maja Sąd Najwyższy uniewinnił Komendę, przypominając, że ws. zbrodni podejrzana jest obecnie zupełnie inna osoba. Najistotniejszym dowodem była nowa ekspertyza wycisku szczęki Komendy, na podstawie której biegli wykluczyli możliwość pozostawienia przez Komendę śladów na ciele zamordowanej dziewczyny

– Ja jestem od dzisiaj wolnym człowiekiem, a osoby, które mnie wrobiły, będą piętno nosić do końca swojego życia. Nie spocznę, dopóki nie zrobię tego, żeby te osoby usiadły na ławie oskarżonych, żeby choć przez chwilę poczuły to, co ja czułem przez osiemnaście lat – mówił Komenda na konferencji prasowej.