Polska to malinowa potęga. Nasz kraj zajmuje trzecie miejsce na świecie – tuż za Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Co piąta malina ma polskie korzenie. Dlatego warto na te małe, aromatyczne owoce zwrócić uwagę. Bo to one podbijają światowe rynki. A sezon na maliny właśnie się zaczął.

Malinowy falstart zaskoczył klientów owocowych straganów. – Najlepiej truskawka schodzi i czereśnia. A maliny dopiero weszły, ludzie muszą się dopiero przyzwyczaić – twierdzi Marta Hajda.

Na plantacji w Jarząbkowicach trwają zbiory malin. – Plon szykuje się niezły, susza krzywdy nie robi. Natomiast plantacje niepodlewane wyglądają źle – mówi Zbigniew Kosowski, sadownik z miejscowej plantacji.

Taka plantacja to owocowe delikatesy. Deserowe maliny zbiera się delikatnie, a przewozi ostrożniej niż jajka. Na wydajnych plantacjach przemysłowych owoce zbierają już kombajny.

– Ceny przemysłowych truskawek czy malin są tak skaczące, tak nierówne i nieprzewidywalne, że zakładanie plantacji pod przemysł jest totalnie nieopłacalne – uważa Kosowski. Przynajmniej w pobliżu Wrocławia, gdzie łatwiej sprzedać deserowe owoce.

– Można z nich wykonać mus, zrobić tiramisu, ciasto na zimno, wszelkiego rodzaju biszkopty. Świetnie sprawdzają się zmiksowane z cukrem. Można z nich też zrobić lody – proponuje Anna Lena, kulinarna blogerka.

Obfitość malin przerosła oczekiwania sadowników, ceny skupu rozczarowały. – Stało się coś takiego, że nasi sąsiedzi ze wschodu produkują dużo malin i oni przywożą je gotowe, po 4 zł za kilogram. Polska to wpuszcza – nie wiem dlaczego – dodaje Kosowski.

A to odbija się na cenie wszystkich malin. I, co zdumiewające, nawet na truskawkach. Tych owoców już nikt nie zbiera. Jest ich zbyt mało na krzewach, by mogło się to opłacić.