Od kilkunastu lat mieszkał w przyczepie na jednym z wrocławskich osiedli. Mieszkańcom okolicy nie wadził, dlatego, gdy przyczepa spłonęła, postanowili bezdomnemu sąsiadowi pomóc.

Pan Antoni od kilkunastu lat mieszkał w przyczepie kempingowej. Nikomu nie przeszkadzała jego obecność, miał dobry kontakt z mieszkańcami okolicznych bloków. W lutym przyczepa spłonęła. Do dziś nie wyjaśniono przyczyny pożaru. Pewne jest jednak, że pan Antoni stracił dorobek swojego życia.

Mężczyzna przez pewien czas nocował w ogrzewalni przy ulicy Gajowickiej, która została jednak zamknięta. – Ogrzewalnia jest czynna sezonowo. Każdy, kto ją odwiedzał, dostał propozycję pomocy – słyszymy w Schronisku im. św. Brata Alberta. Nie inaczej było z panem Antonim. – Pan Antoni po 10 – 15 minutach zdecydował się jednak zamówić taksówkę i opuścił to miejsce nie będąc specjalnie przekonanym, że chce tu być, że będzie mu tutaj dobrze – mówi Aleksander Pindral, prezes Koła Wrocławskiego Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

Pan Antoni dostaje co miesiąc emeryturę. W przyczepie zamieszkał z wyboru. Znajomi pana Antoniego rozpoczęli poszukiwania nowej przyczepy, w której mógłby zamieszkać.