Już wiemy jak ochronić wiejską drogę przed zniszczeniem. Najprościej przez zwykły zakaz wjazdu ciężkich pojazdów, powyżej 8 ton. Do niektórych miejscowości – na przykład w powiecie wrocławskim – ciężki transport nie może legalnie dotrzeć, ale za to drogi mają się całkiem dobrze. Bo okazuje się, nie po to się porządne drogi buduje, żeby po nich jeździć.

Do rodzinnego gospodarstwa Alfreda Barabasza w Rękowie przyjeżdża rocznie 140 dostawczych ciężarówek z nawozami, środkami ochrony roślin, nasionami. Wszystko działało do czasu, gdy policjanci zaczęli sumienne kontrole drogowe i powiedzieli ciężkim pojazdom – stop. – Dopiero po godzinie awantury policjant zgodził się oddać dokumenty i nie wnosić sprawy do sądu – wspomina jedną z interwencji Alfred Barabasz, rolnik z Rękowa. Taki zakaz zatrzymuje nie tylko tiry, ale także rolnicze ciągniki i kombajny. Droga na pola i do miasta – odcięta. – Do Rękowa nie ma innej drogi – dodaje Barabasz.

A wszystko dlatego, że właściciele dróg chronią swoją własność. – My jako powiat wrocławski, mając te drogi wyremontowane, dbając o te drogi, na wielu takich drogach wprowadzamy tonaż – informuje Roman Potocki, starosta powiatu wrocławskiego.

Pół biedy jeśli są wyjątki, choć to tylko półśrodek. – W momencie kiedy wiemy, że przy danej drodze jest rolnik czy są rolnicy, przy takim znaku wprowadzającym ograniczenie tonażowe dodajemy tabliczkę - bądź nie dotyczy rolników, bądź mieszkańców – dodaje starosta.

Ale co z dostawcami nawozów i odbiorcami zboża – pytają rolnicy. – Ciężarówka chcąc przyjechać do rolnika ma duży kłopot, ponieważ kierowca boi się policji, która może go zatrzymać – uważa Artur Janecki, rolnik z Budziszowa. – Można wystąpić po indywidualną zgodę na przejazd i my ją wydajemy – odpowiada starosta Roman Potocki.

Droga wolna... dopiero po kilku dnach, jak dobrze pójdzie. W tej sytuacji aż się prosi o łamanie przepisów. – Na terenie naszej gminy Kobierzyce mamy bardzo wyrozumiałych policjantów i oni rozumieją to, że ciężarówka musi jakoś przejechać – twierdzi Artur Janecki. Dobrzy policjanci, złe przepisy czy może odwrotnie?