13 kwietnia jest Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Przed pomnikiem ofiar przy Panoramie Racławickiej we Wrocławiu zakończyły się uroczyste obchody.

Chcę uczcić pamięć mojego wuja Romana Gąsowskiego, który był prezesem Sądu Apelacyjnego we Lwowie i 17 września, gdy wyszedł do pracy, już nigdy do domu nie wrócił. Rodzina moja, jak pamiętam, prosiła go, żeby nie szedł. Powiedział, że jest urzędnikiem i jego obowiązkiem jest być w pracy – mówi Barbara Włodyga ze Stowarzyszenia Dolnośląska Rodzina Katyńska.

Pod koniec listopada mama dostała pierwszy list od ojca. Okazało się, że jest jeńcem Starobielska. Ostatnia kartka przyszła pod koniec lutego i kontakt się urwał. Kontakt się urwał do momentu, gdy Niemcy odnaleźli groby w Katyniu, tak zwana gadzinówka niemiecka zaczęła na ten temat pisać. Wszyscy myśleliśmy, że to jest jakaś propaganda, ale ojciec milczał. Potem zaczęliśmy się zastanawiać, kto wie, czy może pod tym wszystkim nie kryje się fakt, że ojciec też już nie żyje – wspomina Teresa Gwara ze Stowarzyszenia Dolnośląska Rodzina Katyńska.

Tutaj zdecydowanie mamy do czynienia z próbą Związku Sowieckiego zlikwidowania polskich elit i nie dopuszczeniem do tego, by w jakiejkolwiek przyszłości państwo polskie mogło się odrodzić. Przypominam, że to byli ludzie, których nazywamy elitą, to nie byli tylko żołnierze, to byli ludzie, którzy byli w wojsku w tym czasie, policji, a stanowili o sile kulturalnej i intelektualnej narodu przed drugą wojną światową – twierdzi Wojciech Trębacz z Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN Oddział Wrocław.

Bardzo ważne jest byśmy pamiętali o tych, którzy ponieśli śmierć tylko dlatego, że byli wierni naszej ojczyźnie. Każde obchody związane z naszą historią są niezwykle ważne nie tylko dla samej historii, ale też dlatego, by móc wyciągać wnioski z tego co jest za nami – mówił wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak.