Jej mieszkanie zalała woda podczas akcji gaśniczej strażaków. Lokal jest zniszczony i nie nadaje się do zamieszkania. Zdesperowana kobieta zajęła pustostan, bo nie miała gdzie się podziać ze swoimi dziećmi. Joanna Wiktorek z Wrocławia twierdzi, że nie zdecydowałaby się na tak radykalne kroki, gdyby nie bezradność i opieszałość miejskich urzędników.

Pożar wybuchł tydzień temu na Brochowie. Płomienie szybko ogarnęły mieszkanie na pierwszym piętrze w starej poniemieckiej kamienicy. Do akcji gaśniczej natychmiast przystąpili strażacy i choć ogień udało się ugasić, woda zalała lokal na parterze, gdzie mieszkała pani Joanna. – Woda płynęła każdą szczeliną, którą sobie znalazła – wspomina kobieta.

Według inspektora nadzoru budowlanego mieszkanie jest kompletnie zniszczone. Pani Joanna razem z dziećmi musiała je opuścić. Jak twierdzi, urzędnicy zaproponowali jej mieszkanie socjalne w zapuszczonym budynku.

– Po prostu bałam się tam zamieszkać. Znam to środowisko, znam to miejsce i wiem, że ja bym się tam bezpiecznie nie czuła – nie mówiąc już o tym, że mam dzieci, które nie wyobrażam sobie zostawić w pomieszczeniu chociaż na chwilę – mówi.

Pani Joanna zajęła pustostan w sąsiedniej kamienicy, bo – jak twierdzi – urzędnicy nie zaproponowali jej innego lokalu. – Zero empatii, zero współczucia. Oni są załamani – twierdzi Ewelina Wysocka, znajoma pani Joanny.

Jednak zdaniem urzędników pani Joanna włamała się bezprawnie do mieszkania, które zostało przydzielone innej rodzinie. We Wrocławiu na mieszkania socjalne czeka ponad tysiąc osób. – Miała prawo odmówić. Będziemy szukać w naszych zasobach jeszcze innych lokali zastępczych – zapewnia Katarzyna Galewska ze spółki „Wrocławskie mieszkania”.

Spółka ta zgłosiła sprawę bezprawnego zajęcia lokalu na policję. Pani Joanna i urzędnicy wkrótce mają się spotkać i spróbować polubownie rozwiązać problem.