Każdy krajobraz, przynajmniej w jakimś stopniu, zawdzięcza swoją formę kulturowym ingerencjom człowieka. Pozornie naturalny pejzaż lub zwyczajna przestrzeń miejska skrywają niekiedy miejsca bitew, okrutnych zbrodni, czy innych fatalnych wydarzeń. Ich ślady może zupełnie przesłaniać piękna sceneria przyrody albo fragmenty architektury. Jednak miejsca te posiadają szczególną aurę naznaczoną zbiorową traumą lub jednostkowym nieszczęściem.

Hubert Humka przedstawia takie właśnie skażone krajobrazy, eksplorując przy tym mroczne zakamarki ludzkiej duszy. W cyklu „Death Landscapes” mamy do czynienia z odarciem pejzażu z jego romantycznego malowniczego kontekstu. Artysta nakłada bowiem na niby-neutralne widoki filtr dramatycznych historii. Zdjęcia powstawały o określonych godzinach w rocznice wydarzeń, które miały miejsce w prezentowanych na fotografiach przestrzeniach. Czy dlatego, że to właśnie w tych dniach kumuluje się w nich jakaś siła czy energia powiązana ze wspomnieniami świadków minionych wypadków? Najlepszym przykładem są malownicze widoki norweskiej wyspy Utøya, na zawsze już powiązane z miejscem pamięci ofiar tragicznej w skutkach strzelaniny.

Cykl Humki jest zaprzeczeniem tradycyjnego pocztówkowego sposobu przedstawiania krajobrazu. W „Death Landscapes” niewinny widok skrywa i odsłania jednocześnie tragiczną historię i mroczną prawdę o człowieku. Sacrum miesza się z profanum, a ze zdjęć wyłania się ukryta warstwa rzeczywistości niewidoczna przy pobieżnym oglądzie.