Dyrektorzy odpowiedzialni w urzędzie miasta za wycinkę drzew w parku Grabiszyńskim podali się do dymisji. „To nasz sukces, ale drzew szkoda” – mówią mieszkańcy wrocławskiego osiedla.

Mieszkańcy osiedla pisali pisma, protestowali, ale zanim powstrzymali drwali w parku, pod topór poszły dorodne klony, świerki, buki. Urzędnicy przekonywali, że to konieczne. Według planów urzędników z parku miało zniknąć pół tysiąca drzew, wycięto – 330.

Po protestach mieszkańców w ubiegły czwartek miejska konserwator zabytków wstrzymała wycinkę drzew. Krzysztof Działa, były już dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej, przyznał wtedy, że wycinka została przeprowadzona nieprawidłowo.

– Mamy świadomość, że nie wszystkie prace zostały wykonane prawidłowo przez wykonawcę prac, więc już podjęliśmy decyzję, że wykonawca prac zostanie ukarany. Jest zobowiązany do odtworzenia tego terenu, więc wyciągamy wnioski – przekonywał wtedy Działa.

Z pracą w urzędzie miasta pożegnały się dwie osoby. – Dzisiaj dyrektor ZZM i dyrektor departamentu zrównoważonego rozwoju urzędu miejskiego we Wrocławiu złożyli rezygnację z pełnionych przez siebie stanowisk. To jest osobista decyzja obojga państwa. My, jako urząd miejski, tę decyzję szanujemy i nie komentujemy jej – mówi Arkadiusz Filipowski z urzędu.

„Jeżeli komuś coś się zleca, to się kontroluje, co dana osoba robi. Jeżeli nie, to ponosi się tego konsekwencje” Jadwiga Staniszewska, mieszkanka Wrocławia Mieszkańcy osiedla cieszą się z powstrzymania wycinki drzew, ale żal im, że decyzje zapadały tak powoli.

– To, co się stało z tym parkiem, to jest jedyne w skali kraju. Jak można tak w bezmyślny sposób zniszczyć drzewa? Nie stanowiły żadnego zagrożenia dla nikogo – zauważa Ewa Zachara.

– Nadzór działał nie tak, jak powinien. Jeżeli komuś coś się zleca, to się kontroluje, co dana osoba robi. Jeżeli nie, to ponosi się tego konsekwencje – uważa Jadwiga Staniszewska.

Projekt wycięcia drzew i zabudowania parku infrastrukturą rekreacyjną nie podoba się mieszkańcom. – Nie chcemy ingerencji w przyrodę – mówią. – Kochamy ten park takim, jakim jest – właśnie dlatego, że jest dziki, przypomina las. Chcemy mieć ścieżki takie, jakie są. Nie chcemy mieć żadnych uregulowanych ścieżek – przekonuje Jolanta Witkowska.

Urzędnicy zapewniają, że projekt rewitalizacji parku to tylko propozycja. W tej sprawie będą konsultacje.