Sto tysięcy mieszkańców Wrocławia to obywatele Ukrainy. Ich dzieci chodzą do miejskich szkół i korzystają z dodatkowych lekcji polskiego – finansowanych przez miasto. Jak widzą swoją przyszłość na Dolnym Śląsku?

Sofia przyjechała do Wrocławia z rodzicami i bratem dwa lata temu. Przed wyjazdem z Kijowa chodziła na prywatne lekcje języka polskiego. – Kiedy tu przyjechaliśmy to bardzo mi się spodobało. Tu jest tak elegancko – wspomina 12-letnia Sofia Reshetnikova.

Rodzice Nazara przed wyjazdem z Ukrainy nauczyli się języka polskiego i rozmawiali z dziećmi w domu po polsku. – Mówię do mamy: idę na dwór, widzę kolegów i automatycznie mówię po polsku – przyznaje Nazar Iakovenko.

Jednak nie wszystkie dzieci są w tak dobrej sytuacji. Niektóre nie znają nawet polskiego alfabetu.

W Szkole Podstawowej nr 16 we Wrocławiu w każdej klasie jest dziecko z Ukrainy. – Uczniowie mają 2 godziny tygodniowo bezpłatnej nauki języka polskiego – mówi Małgorzata Mazur, dyrektor placówki.

Miasto płaci za 600 dodatkowych godzin nauki języka polskiego i 200 lekcji kultury ukraińskiej. – My postulujemy do pani minister o wprowadzenie roku zerowego, tak by dziecko mogło poprawiać komunikację, a potem naukę – dodaje Jarosław Delewski, dyrektor Departamentu Edukacji we Wrocławiu

Co miesiąc w urzędzie pracy we Wrocławiu rejestruje się od 6 do 10 tysięcy obcokrajowców –najwięcej z Ukrainy. – Poza tym dochodzi do mieszanych małżeństw, Ukrainki wychodzą za Polaków. Jest już kilkadziesiąt takich małżeństw rocznie i ta tendencja się nasila – zauważa prof. Grzegorz Strauchold z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego.