Ośmiomiesięczna Tosia z Bielawy przyszła na świat z wrodzonymi wadami nóżek oraz kręgosłupa. Mimo nie najlepszych rokowań jej mama chce poruszyć niebo i ziemię, aby córka mogła w przyszłości chodzić. Nadzieję dał jej amerykański chirurg. Potrzebne są jednak ogromne pieniądze.

Antonina to radosna dziewczynka. Na pierwszy rzut oka nie widać, że jest chora. Przed narodzinami nic nie wskazywało na to, że jej życie będzie wypełnione bólem, stałymi wizytami u lekarzy i rehabilitacją. – Przez całą ciąże miałam wyniki „książkowe”. Nic się nie działo, na USG też nic nie wskazywało na to, że Tosia urodzi się z takimi wadami – opowiada Martyna Murczak, mama Tosi.

Brak kości guzicznej i krzyżowej, zwichnięte biodro, zdeformowana miednica. Jednak największy problem stanowią zniekształcone stopy. Dziewczynce grozi inwalidztwo. – Rozpacz, że moje dziecko jest chore i tak naprawdę nie wiedziałam, jak ona będzie się rozwijać – dodaje pani Martyna. Operacja Antoniny w Polsce byłaby możliwa, jednak lekarze nie dają gwarancji, że dziewczynka w przyszłości będzie chodzić.

– Nigdy bym nie ośmielił się obiecać matce, że dziecko będzie chodziło samodzielnie, bez żadnej pomocy. Wymaga to wielu zabiegów operacyjnych, operacji stabilizującej miednicę i operacji na kręgosłup. Po uzyskaniu efektu niepogłębiania się uszkodzeń neurologicznych można rozważyć leczenie stopy, a dopiero wtedy ewentualne leczenie wrodzonych zwichnięć stawów biodrowych – informuje prof. Szymon Dragan z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Dlatego mama Antoniny, szukając ratunku, zgłosiła się po pomoc do dra Drora Paleya ze Stanów Zjednoczonych. Aby operacja w jego klinice mogła się odbyć, potrzebny jest milion złotych. – Ona po prostu działa. Nie ma czasu na ten żal. Ma czas tylko na to, żeby działać, bo wie, że aby Tosia mogła chodzić, ma tak naprawdę jeszcze tylko kilka miesięcy. Osiem miesięcy to jest ta górna granica, aby jej dziecko mogło stanąć o własnych nogach – dodaje Katarzyna Wolińska, współorganizatorka zbiórki rzeczy na leczenie Tosi.

– To jest ogromna kwota. Ale 50 tys. to są dwa, trzy tygodnie i ta kwota aż tak skoczyła, więc uważamy, że jak będziemy mieć coraz większy zasięg, coraz więcej ludzi zobaczy Tosię, jaka ona jest fajna, to zaczną przysyłać pieniądze. Na to liczymy – dodaje współorganizatorka Monika Ramian.

Zbiórka pieniędzy na leczenie Antoniny ruszyła m.in. na stronie fundacji „Serca dla maluszka” oraz siepomaga.pl.


ZBIÓRKA NA SIEPOMAGA.PL – KLIKNIJ