20 lat po powodzi tysiąclecia Wrocław nadal nie jest zabezpieczony przed żywiołem – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Potrzebne są dodatkowe inwestycje.

Z raportu opublikowanego przez NIK wynika, że największym problemem jest rzeka Widawa. Gdyby dzisiaj we Wrocławiu doszło do powodzi porównywalnej do tej z 1997 roku straty mogłyby wynieść nawet miliard złotych.

20 lat temu powódź tysiąclecia spustoszyła południe Polski. Straty wyniosły 12 mld zł. Jednak nadal na zabezpieczenie przed powodzią potrzeba wielu milionów złotych. – Można mówić, że Wrocław jest gotowy na falę powodziową o przepływie 2800 metrów sześciennych na sekundę i nie powinno to wyrządzić większych strat. Jednak nie zakończono wszystkich elementów ochrony przeciwpowodziowej miasta – mówi dr inż. Bogdan Nowak z Biura Koordynacji Projektów Ochrony Przeciwpowodziowej Dorzeczy Odry i Wisły.

Kolejnym problemem jest budowa zbiornika Racibórz, który ma chronić przed powodzią 2,5 mln Polaków. Miał być gotowy już kilkanaście lat temu. Inwestycja ruszyła dopiero w 2013 roku i stanęła w miejscu. – Dopóki zbiornik Racibórz nie zostanie ukończony, to niestety, nie będziemy przygotowani na taką ilość wody – dodaje dr inż. Bogdan Nowak.

Polsko-hiszpańskie konsorcjum podpisało właśnie umowę na dokończenie budowy zbiornika do 2019 roku. Będzie to kosztować prawie miliard złotych. Ale zdaniem ekologów, to nie zbiornik, lecz naturalne poldery mogą stanowić skuteczną ochronę przed powodzią. – Trzeba pamiętać, że te wszystkie sztuczne tamy nie służą ochronie rzek. Te sztuczne regulacje sprawiają, że ryzyko powodziowe jest większe – dodają.

Realizacja projektów ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry i Wisły ma kosztować 2 miliardy złotych. Zabezpieczą one mieszkańców 8 województw.