Wrocławscy medycy rozpoczęli głodówkę. Tym samym dołączają do ogólnopolskiego protestu przedstawicieli zawodów medycznych. Chcą likwidacji kolejek, lepszych warunków pracy i większych pieniędzy na służbę zdrowia.

Lekarka stażystka, student medycyny, psycholog, technik elektroradiologii i pacjent. 5 osób o 9:00 w holu Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu rozpoczęło głodówkę. – Im dłuższy jest czas pracy, tym jest gorzej. Człowiek z nadzieją pracuje, chciałby godnie żyć, ale tutaj się nie da – twierdzi Bożena Wagner, technik elektroradiologii.

Żebyśmy nie musieli brać dodatkowych dyżurów w innych placówkach, żebyśmy mogli pracować w jednym miejscu, w jednym szpitalu, na jednym oddziale, mieć swoich pacjentów, których znamy, którymi się opiekujemy – tłumaczy swój udział w głodówce student IV roku medycyny Adrian Wąsik.

Justyna Suswał jest lekarką stażystką. Zarabia 2007 zł brutto miesięcznie. Po godzinach pracy w szpitalu, pracuje jako kelnerka. – Nawet jeżeli ja nie wytrzymam, jeżeli ja wyjadę, zostanie tu moja rodzina. Zostaną tu moi rodzice i ja nie chce patrzeć jak oni umierają w kolejkach – mówi Justyna Suswał.

Protestujący domagają się wzrostu nakładów finansowych na służbę zdrowia, likwidacji kolejek i biurokracji, poprawy warunków pracy i płacy. – Głodujemy do skutku, dołączają się do nas kolejne osoby, wszyscy głodujący są na urlopach płatnych czy bezpłatnych. Bezpieczeństwo pacjentów jest zapewnione – zapewnia Marcin Lewicki z Porozumienia Rezydentów, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Każde kolejne miasto, które dołącza do protestu głodowego, jest kolejnym wykrzyknikiem pod postulatem 6,8% PKB na system ochrony zdrowia – uważa lekarz rezydent Kamila Ludwikowska. W ciągu najbliższych trzech lat. Tymczasem minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6% PKB do 2025 roku. – Zwiększamy znacząco wydatki na służbę zdrowia w okresie dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości. W roku bieżącym będzie to 87 mld zł – o 8 mld więcej niż w roku ubiegłym – twierdzi Robert Pieńkowski z Prawa i Sprawiedliwości.

Kolejne osoby do protestu głodowego we Wrocławiu mają dołączyć jutro i pojutrze. – To jest ten moment, w którym się już nie cofniemy – dodaje Grażyna Musiałkiewicz.