Niepełnosprawny pasażer bez problemu wsiadł do pociągu we Wrocławiu. Gdy zgłosił konduktorowi, że będzie chciał wysiąść w Łapach na Podlasiu usłyszał, że takiej możliwości nie ma. Wszystko przez niedostosowaną infrastrukturę i... za duży wózek.

Pan Przemysław Arendarski cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Mimo wózka inwalidzkiego prowadzi aktywny tryb życia. Feralnego dnia jechał z Wrocławia załatwić pilne sprawy na Podlasiu. – W połowie drogi okazało się, że już z tego pociągu nie wysiądę, bo wózek, który mieścił się na windzie we Wrocławiu, już się nie mieścił na tej samej windzie na innej stacji – opowiada niepełnosprawny. Wszystko dlatego, że zdaniem konduktora peron na stacji Łapy jest za nisko i winda do niego nie dosięgnie.

Rampa jest długa, może gdzieś się na peronie nie zmieścić. Ale winda? Chodzi w pionie! Więc jak może wózek być tu dobry, a tu za długi? – zastanawia się pan Przemysław. PKP Intercity tłumaczy, że każdy poruszający się na wózku inwalidzkim pasażer, musi uprzedzić przewoźnika i to na dwa dni przed podróżą, a pan Przemek tego nie zrobił.

Podróżując we Włoszech bardzo mi się podobało coś takiego jak blueline. To są specjalne biura, które oferują pomoc przy ładowaniu bagaży i trafieniu na peron – mówi niepełnosprawny Tomasz Jakub Sysło.

Absurdalnych sytuacji na kolei nie brakuje. Na stacji Wrocław Mikołajów pan Przemek przez pół godziny czekał na obsługę windy dla niepełnosprawnych. Kiedy zjawił się ktoś z obsługi, okazało się, że urządzenie i tak nie działa. – Brak jest zasilania. Bez prądu urządzenie nie pojedzie – tłumaczy Wojciech Książek, monter pogotowia dźwigowego.

Gdyby nie nasza pomoc, pan Przemek mógłby utknąć na peronie na kilka godzin.