Przedłuża się protest lekarzy rezydentów i pracowników ochrony zdrowia. Domagają się wyższych zarobków i lepszej organizacji pracy. Protestują nie przychodząc na dyżury. Młodszych lekarzy w szpitalach zastępuję starsi koledzy.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym pracuje 280 lekarzy rezydentów. Pierwszego dnia strajku do pracy nie przyszło kilkudziesięciu. Protest trwa już siódmy dzień. – W tej chwili strajk odbywa się rotacyjnie. Rezydencji biorą urlopy na żądanie, jednak w żaden sposób nie zakłóca to pracy klinik. Ich stanowiska są zabezpieczone są przez innych lekarzy – wyjaśnia Monika Kowalska, rzeczniczka we Wrocławiu.

Protest pracowników ochrony zdrowia miał zakończyć się w piątek, jednak rozmowy z Ministerstwem Zdrowia nie doprowadziły do porozumienia. Protestujący domagają się podwyżek płac i zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. – Protest trwa nadal, jest to siódma doba. Walczymy o zmiany i dobrą wolę rządzących, walczymy o lepszy dostęp opieki zdrowotnej dla pacjentów i zwiększenie komfortu pracy – tłumaczy Marcin Lewicki. – Nie chcemy pracować setki godzin miesięcznie. Chcemy pracować w jednym miejscu za godną stawkę – dodaje Jakub Pniak, lekarz rezydent.

Do protestu lekarzy rezydentów przyłączają się studenci medycyny. W ubiegłą sobotę zorganizowali manifestację. – Zrobiliśmy pikietę we Wrocławiu, ponieważ chcieliśmy podkreślić, że to nie jest tylko sprawa Warszawy, że to nie jest sprawa stolicy, że to nie jest odległe od nas, ale to dotyczy wszystkich mieszkańców – mówi student medycyny Krzysztof Kowalski.

Protest dotyczy nie tylko młodych lekarzy, ale także fizjoterapeutów, diagnostów medycznych i psychologów.

Dzisiaj z Wrocławia na spotkanie z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem, wyjechała reprezentacja wrocławskiego Związku Zawodowego Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii. Jak długo potrwa protest? Tego dziś nie wiadomo.