Koszykarze Górnika Wałbrzych uzbrojeni w widły, taczki i rękawice przez cały dzień pracowali przy schorowanych zwierzętach. Ruszyli na pomoc największemu w kraju azylowi dla koni w Szczedrzykowicach. Pracuje tam tylko siedmiu etatowych pracowników, dlatego każde ręce do pracy są tam przyjmowane z wdzięcznością, a koszykarze spisali się na medal.

Stare, chore, po przejściach – w Szczedrzykowicach znajdują się konie, które miały trafić do rzeźni. – Każdy kocha zdrowego i ładnego konia, ale przytulić chorego, u którego nie ma przyszłości, to jest trochę inaczej – twierdzi Diana Fedina.

Rusłan Fedin wybrał Polskę i konie. Azyl w Szczedrzykowicach jest schronieniem także dla jego całej rodziny. – Warto pracować z takim stworzeniem, żeby on się czuł naprawdę kimś w tym życiu – uważa Rusłan Fedin.

Konie mają ogromnie potrzeby, bo utrzymanie jednego zwierzęcia kosztuje około 350 zł miesięcznie. Ale mają także sprzymierzeńców. – Przyjechaliśmy na zaproszenie. Fajna sprawa – cieszy się Arkadiusz Chlebda z koszykarskiego Górnika Wałbrzych.

Zadaniem koszykarzy jest oczyszczenie stajni. Tak ekstremalnego treningu większość z nich nie zaznała nigdy w życiu. – Chcemy pokazać tym młodym ludziom, że życie nie polega na klikaniu w telefony, że jest coś poza tym – mówi trener Marcin Radomski.

Praca wolontariuszy nie do przecenienia, bo konie potrzebują systematycznego wsparcia. – Wszystkich koni nie uratujemy, to bardzo trudne. Musimy dokonywać wyboru – mówi Waldemar Szuchnik z Fundacji Centaurus. Rocznie azyl potrzebuje na swoją działalność około 500 tys. zł.