Wino mszalne już nie tylko włoskie czy niemieckie, ale także... dolnośląskie! Marek Janiak – winiarz z Ozorowic – stara się o oficjalną zgodę kościelnych hierarchów i odpowiedni certyfikat dla wina. Do tej pory tylko jedna, podkarpacka winnica przełamała zagraniczny monopol i sprzedaje parafiom własne wyroby.

Marek Janiak już wie, jakie wino chciałby zaproponować proboszczom. – Charakteryzuje się aromatami kwiatowymi. Delikatne wino, o średnim lub niskim poziomie alkoholu. Myślę, że będzie w sam raz – opowiada winiarz z Ozorowic.

Kryteria są jednak wyśrubowane. Wino mszalne jest pod specjalnym nadzorem Komisji Episkopatu Polski. – Przede wszystkim chodzi o jakość – musi to być naturalne wino, bez żadnych innych dodatków, otrzymane w naturalnym procesie – zaznacza bp Adam Bałabuch z Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP.

Ks. Marcin Czchowski, który co niedzielę musi odwiedzić pięć parafialnych kościołów, wie, że wino mszalne to kwestia strategiczna. – I zawsze, kiedy kończy się wino w zakrystii, muszę pamiętać, żeby je zabrać, bo w żadnym wypadku bez wina nie można sprawować eucharystii – mówi proboszcz parafii w Strzelcach.

W winie mszalnym liczy się nie tylko jego jakość, ale także nienaganna moralność producenta, a nawet dystrybutora trunku. – Chodzi o to, byśmy nabrali pewności, że to jest osoba budząca zaufanie, że nie będzie dosładzać wina, dolewać spirytusu – dodaje bp Bałabuch.

Pozostaje jeszcze kwestia smaku win mszalnych. – W Polsce można wyprodukować wina wysokiej jakości, zupełnie inne niż z typowych krajów winiarskich, wina o wysokiej kwasowości – zauważa Marta Czaplicka z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Każdy proboszcz ma prawo do własnych preferencji, ale tendencja jest wyraźna. – Na rynku win mszalnych poszukiwane są wina słodkie i półsłodkie. Raczej księża nie chcą wytrawnych – mówi biskup.

– Białe czy czerwone? Ja preferuję białe, ale czerwone bardziej brudzi, kiedy się czyści kielich. Ale jest tu dowolność – byleby było zgodne z przepisami – przekonuje ks. Czchowski. W praktyce wino mszalne jest białe, półsłodkie, niemieckie lub włoskie i kosztuje ok. 30 zł.

– Miałem okazję próbować te wina i jak się zorientowałem, są różnej jakości – mówi Marek Janiak. Dolnośląskie wina musiałyby więc konkurować nie tylko jakością i słodyczą, ale także ceną.