Jest śliczna, mądra, ale prawie nie słyszy. Jedynym ratunkiem jest wszczepienie Darii implantu słuchu. Problem w tym, że na Dolnym Śląsku żadna klinika nie ma podpisanej umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na refundację takich zabiegów. Rodzice dziewczynki zbierają pieniądze i proszą o pomoc.

Problemy ze słuchem u Darii lekarze wykryli podczas badań przesiewowych przeprowadzanych u każdego noworodka. Z roku na rok dziewczynka słyszała coraz gorzej. Przeszła wiele skomplikowanych operacji. Niestety, na lewe ucho nie słyszy już wcale, na prawe minimalnie. Teraz pojawiła się nadzieja, bo Darię zakwalifikowano do operacji wszczepienia implantu słuchowego. – Ta technika wszczepokostna implantu daje nam szansę. To jest ostatnia szansa, bo wszystkie inne techniki już w naszym przypadku zawiodły – mówi Marcin Chodorowski, tata Darii.

Operacja nie jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a jej koszt to 30 tys. zł. Rodziców dziewczynki na taki wydatek nie stać. – Zabieg wykorzystuje najnowocześniejsze metody elektroniczne, akustyczne, jest wszczepiany bezpośrednio do kości – tłumaczy dr hab. Tomasz Zatoński.

Na Dolnym Śląsku żaden ośrodek nie ma podpisanej umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na takie zabiegi. Dlatego Dolnoślązacy są zmuszeni jeździć do innych województw, gdzie na przyjęcie czeka się nawet 4 lata. – Zwracamy się z prośbą, żeby pomóc, żeby pacjenci z Wrocławia i Dolnego Śląska nie musieli jeździć nigdzie indziej – apeluje dr hab. Tomasz Zatoński.

Zdaniem NFZ, powodem jest brak kompleksowej opieki także po przeprowadzonym zabiegu. Potrzeby mieszkańców Dolnego Śląska szacowane są na około 50 operacji rocznie.

Jeśli uda się zebrać całą sumę, dziewczynka może przejść zabieg w ciągu kilku tygodni i spełnić swoje największe marzenia. – Mogłabym spotykać się z koleżankami, zapisać na lekcje śpiewu – mówi Daria Chodorowska.

Pieniądze na implant dla Darii będą zbierane w czasie wrześniowego Biegu Uniwersytetu Medycznego, który uczelnia organizuje wspólnie z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym.