Zakłady przetwarzające słomę gromadzą zapasy na cały rok. Jeszcze niedawno był to znakomity biznes, bo niemal wszystko przerobione na pelet kupowała energetyka. Teraz na słomie coraz trudniej zarobić – i rolnikom, i firmom.

Gdy powstawała fabryka w Jordanowie, 5 lat temu, słoma miała zamieniać się w złoto dzięki kontraktom z elektrociepłowniami. – W momencie kiedy startowaliśmy mieliśmy umowy do 2020 roku, w 2013 roku zostały one wszystkie rozwiązane – mówi Tomasz Gajewski, prezes zarządu spółki DM Celus.

Produkcja peletu dla energetyki powoli przestawała się opłacać, w miarę jak malało wsparcie z budżetu. Rynek Energii Odnawialnej zamiera. To klęska dla peleciarni. Zakład w Jordanowie gorączkowo szukał wyjścia z kryzysu. – W związku ze zmianami na rynku OZE jesteśmy zmuszeni do zmiany profilu produkcji z typowo energetycznej na rolniczą, czyli wyściółek dla zwierząt hodowlanych i w tej chwili pracujemy nad nowym projektem paszy objętościowej – mówi Tomasz Gajewski. Słomy nie brakuje. Do fabryki w Jordanowie przyjeżdżają rolnicy z 3 ościennych powiatów.

Ze słomy, zamiast peletu dla elektrociepłowni, powstaje teraz ściółka do kurników. Na podobieństwo egipskich piramid rośnie zapas słomy w Jordanowie. Fabryka zamierza kupić około 50 tysięcy ton surowca.

Próby nad wyprodukowaniem paszy ze słomy juz trwają. Właściciel zakładu zapewnia, że zbyt jest gwarantowany. Jednak cena słomy jest prawie dwa razy niższa niż w okresie słomianej prosperity. – Jak oni nie dostaną więcej pieniążków za pelet, my nie dostaniemy więcej pieniążków za słomę, są to naczynia powiązane – mówi rolnik Tomasz Tyniec.