Rozpoczęły się zbiory mirabelek z Nancy w Sadach Trzebnickich – szlachetnej i bardzo smacznej odmiany śliwy o francuskich korzeniach, powszechnie mylonej z półdziką ałyczą. Sadownicy liczą, że z plantacji uda się uzyskać około stu ton owoców. I wszystko dla zagranicznych konsumentów.

Mirabelka z Nancy to odmiana starofrancuska. Owoce ma małe, owalne. Od zielonych po złotożółte z delikatnym rumieńcem i miąższem łatwo odchodzącym od pestki. Dojrzała mirabelka jest słodka jak miód. W Sadach Trzebnickich takie mirabelki uprawia się od kilkunastu lat. Tym razem zaszkodziła im zimna wiosna. Na wielki plon nie ma co liczyć.

Mirabelki są wszechstronne: dobre jako owoce deserowe, idealne też dla przetwórstwa. Trzeba je zebrać, gdy są jeszcze twardawe. Francuska mirabelka przyjęła się na polskim gruncie, ale na całej linii przegrała z ałyczą. Choć smaczniejsza – nie zyskała popularności. Pod tym względem większy sukces odniosły brzoskwinie. Zawędrowały do Polski, zostały i sprzedają się dobrze, choć sadownicy nie mogą na nich zarobić kroci. Bo choć cena lepsza, to plon mniejszy.