Przed Sądem Rejonowym w Legnicy ruszył proces lekarza rodzinnego oskarżonego o narażenie na śmierć 11-letniego pacjenta. Chłopiec zachorował na cukrzycę, tymczasem Piotr S. dopatrzył się u niego infekcji dróg oddechowych i szkarlatyny. W konsekwencji dziecko w stanie ciężkim trafiło do szpitala pod opiekę innych lekarzy, którzy uratowali mu życie.

Do dramatycznych wydarzeń doszło wiosną 2014 roku. Piotr S. kilka razy badał chłopca, ale – jak się później okazało – postawił złą diagnozę i uparcie się jej trzymał. Nie zlecił natomiast specjalistycznych badań. Rodzice chłopca pełnią podczas procesu rolę oskarżycieli posiłkowych.

Prokuratura oskarżyła Piotra S. o narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia, za co grodzi kara pięciu lat więzienia.

50-letni Piotr S. jest doświadczonym medykiem i nadal prowadzi praktykę lekarza rodzinnego. Do winy się nie przyznaje, a przed sądem odmówił składania wyjaśnień.

W sprawę zamieszana była również lekarka pełniąca tzw. dyżur świąteczny, u której rodzice także szukali pomocy dla syna. Pani medyk podtrzymała błędną diagnozę lekarza rodzinnego. W odróżnieniu od niego, później przyznała się do błędu, przeprosiła rodziców, zapłaciła nawiązkę, dlatego wiosną tego roku sąd warunkowo umorzył przeciwko niej postępowanie.