Wychowanek domu dziecka, obecnie 19-letni Patryk Bazan z Gęsic pod Wrocławiem, w wieku 18 lat opuścił placówkę i został przygarnięty przez biologiczną matkę, która po kilku miesiącach wyrzuciła go na bruk. Chłopak od wielu tygodni mieszka w szopie i prosi gminę o jakikolwiek lokal. Na razie bez skutku.

Od kilku tygodni szopa to jego jedyny dom, z mieszkania matki zabrał jedynie świnki morskie i psa. Patryk ma czworo rodzeństwa i wszyscy są wychowankami domu dziecka. Z dnia na dzień razem z bratem został wyrzucony z domu. – Matka nazwała nas nierobami. Miesiąc tak śpię, miałem takie łóżko rozkładane, ale po złości mi je zabrała – opowiada Patryk Bazan.

Patryk miał 10 lat, gdy trafił do domu dziecka, 18, gdy matka postanowiła, że może wrócić pod jej dach. – Ja w życiu wystarczająco dużo przeżyłem, pomagałem ile mogłem, a teraz tak mnie potraktowała – dodaje młody mężczyzna.

Chłopiec dobry, nie miał wsparcia w rodzinie – uważa Magdalena Górecka-Wołosiuk, była wychowawczyni Patryka z domu dziecka. – Na początku go matka przyjęła, a jak się skończyły pieniądze, to wyrzuciła go na bruk– dodaje Dorota Sala.

Kobieta nie ma sobie nic do zarzucenia. Twierdzi, że sama jest w trudnej sytuacji. – O czym tu gadać, ja klitkę mam – mówi Jolanta Pytko.

Patryk jest na liście oczekujących na przyznanie lokalu socjalnego, ale miejsc do zamieszkania nie ma. – Chcę ułożyć sobie życie, mieć stałą pracę, nie tak jak teraz – mówi. Patryk z wykształcenia jest kucharzem, ale teraz pracuje na budowie. Nie boi się ciężkiej pracy, potrzeby jest mu tylko własny kąt.