We wrocławskiej straży miejskiej brakuje ponad 50 funkcjonariuszy na 320 etatów. Strażnicy odchodzą, bo praca jest ciężka, a zarobki niskie. Czy Wrocław będzie kolejnym miastem na Dolnym Śląsku, gdzie straż miejska zostanie rozwiązana?

Strażnik miejski musi patrolować, pilnować, zareagować i karać. – Czasem bywa niebezpiecznie. Zdecydowanie najniebezpieczniejsze są działania związane ze służbą patrolową oraz interwencje podejmowane w stosunku do osób nietrzeźwych, często będących osobami agresywnymi – mówią funkcjonariusze.

Wrocławska Straż Miejska cierpi na braki kadrowe. Nie pomogła podwyżka o 150 zł przyznana przez magistrat w kwietniu. Początkujący strażnik zarabia na rękę niecałe 1700 zł. Bardzo dużo funkcjonariuszy odchodzi w szeregi policji.

Straż miejska jest we Wrocławiu potrzebna. Ze względu na złe parkowanie straż pożarna nie mogła przyjechać na miejsce pożaru no i ludzie ginęli. Więc takie służby są niezbędne – uważają miejscy aktywiści. Część mieszkańców Wrocławia jest innego zdania. – Jeśli dzwonię na przykład, potrzebuję pomocy, to odsyłają mnie właśnie do policji. To jest generowanie niepotrzebnych wydatków, które można wydać na co innego – mówi Małgorzata Szprych.

Na początku lat 90. wszystkie większe miasta powoływały własne straże. Po kilkunastu latach w niektórych gminach uznano, że to niepotrzebny wydatek.

Na Dolnym Śląsku straż rozwiązano m.in. w Górze, Prusicach, Zgorzelcu, Leśnej, Lubinie, Świeradowie i Oleśnicy. – Środki przeznaczone na straż miejską w dużej części poszły na wsparcie policji. Na usprzętowienie, co roku wspomagamy zakup samochodów, wyposażaliśmy patrole w rowery – mówi burmistrz Oleśnicy Michał Kołaciński.

W ubiegłym roku w kraju działało łącznie 530 oddziałów straży miejskich i gminnych, czyli o 43 mniej niż 2 lata temu.