Wrocław odwraca się do rzeki. Milionowe inwestycje w nabrzeża były strzałem w dziesiątkę. Teraz na miliardy czekają firmy transportowe. Tylko pogłębienie Odry i jej awans do przynajmniej trzeciej klasy żeglowności, otworzy rynek transportu rzecznego, który powoli zanika od lat 80.

Tadeusz Majcher od ponad 40 lat w ten sam sposób rozpoczyna każdy dzień pracy. Kocha rzekę, kocha po niej pływać i z radością patrzy jak mieszkańcy i turyści wracają nad Odrę.

Wycieczkowe statki wypełniają rzekę od wiosny do późnej jesieni. Skracają też drogę mieszkańcom, którzy zamiast przeprawy przez mosty przepływają pod nimi.

Wrocław i jego królowa Odra mają sporo do zaoferowania, ale rzeka wymaga inwestycji. Jej żeglowność w dużej mierze zależy od przyrody, od ilości wody, która spłynie z gór, a pogoda bywa kapryśna, co skutecznie utrudnia rzeczny transport.

Podstawowym parametrem, który umożliwia żeglugę jest zapewnienie głębokości tranzytowej na całym odcinku tej drogi przewozowej – informuje Lech Lisicki z OT Logistics.

Niemieckie rzeki porównywane są przez polskich armatorów do autostrad Odra do kiepskich powiatowych dróg. Potrzebne są miliardowe inwestycje, które skłonią przedsiębiorców, by zamiast tirów wybierali barki. – Taka barka to jest ekwiwalent 40 samochodów na drodze – dodaje Lech Lisicki.

Po Odrze pływają barki z kruszywem, transporty specjalne – wielkie stalowe konstrukcje mostów czy silników, ale jest ich coraz mniej. Od 1985 roku na rzece nie pojawiła się ani jedna nowa jednostka.

W marcu prezydent ratyfikował konwencję, która zobowiązuje Polskę do modernizacji najważniejszych szlaków wodnych. Tylko na Odrze trzeba zbudować kilkanaście nowych stopni wodnych. Koszt: od 20 do 30 mld zł.