Polityczna burza na specjalnej sesji Rady Miejskiej Wrocławia. Chodzi o piłkarski Śląsk. Drużyna ma być prywatna, lecz z publicznym dofinansowaniem – tak zdecydowali radni. Ile będziemy płacić? Tego nie wiadomo.

– Zawsze będę wyciągał do Śląska pomocną rękę – powiedział Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia. Najpierw były słowa, potem czyny. – Dziewiętnaście „za”, dwa głosy „przeciw” – stanowisko zostało przyjęte – usłyszeliśmy na sesji.

Rada miasta przyjęła uchwałę, z której wynika, że mieszkańcy Wrocławia będą wspierać swoimi podatkami piłkarski Śląsk – nawet jeśli klub uda się sprzedać prywatnemu inwestorowi. – Na ogół jest tak, że inwestor, który chce kupić akcje, oczekuje pomocy w znalezieniu sponsorów lub tego, żeby to miasto było takim sponsorem – dodał Dutkiewicz.

Co było do przewidzenia, za przyjęciem uchwały głosował klub Dutkiewicza. – Nigdy nie twierdziliśmy, że miasto całkowicie wycofa się z finansowania Śląska – mówili radni. – Czegoś takiego nigdy nie słyszałem. Proszę zobaczyć: wszystkie kluby w polskiej ekstraklasie są dotowane z publicznych pieniędzy – zauważa Jarosław Krauze, przewodniczący prezydenckiego klubu.

Za, choć z zastrzeżeniami, był także koalicyjny klub radnych Nowoczesnej. – Powinien powstać pięcioletni plan, z budżetem wsparcia. Nigdy czegoś takiego nie było. Zawsze jest z roku na rok – proponuje Tomasz Hanczarek z N.

„Powinien być zdecydowanie wyższy niż był, bo tylko wtedy można powalczyć o wyższe cele” Jan Urban, trener Śląska, o budżecie na przyszły sezon Tymczasem w uchwale nie ma mowy o żadnych kwotach. Dlatego od głosu wstrzymali się radni Prawa i Sprawiedliwości. – Była nie do przyjęcia. Była jak czek in blanco, na którym później prezydent może wpisać dowolną kwotę – twierdzi Robert Pieńkowski z PiS. – Od lat mówimy o tym, że planu na Śląsk nie ma, nigdy nie było. Dutkiewicz i jego dwór robią, co chcą – dodaje Mirosława Stachowiak-Różecka z PiS.

Trójka radnych Platformy Obywatelskiej w ogóle nie zagłosowała. Powód: odrzucenie poprawki o powołaniu społecznej rady, która miałaby kontrolować wydatki miasta na Śląsk. – Przekaz jest prosty: nie chcą, aby mieszkańcy wiedzieli, jak wydawane są ich pieniądze – mówi Renata Granowska z PO.

Opozycyjni radni pytali też o termin sprzedaży miejskich akcji klubu. Plan magistratu jest taki: 2 czerwca ogłoszenie, po miesiącu transakcja powinna być sfinalizowana. Pomóc ma specjalny doradca, którego miasto wyłoni w konkursie. – Gdyby ten proces się nie powiódł, przedstawimy państwu co i jak długo robimy, żeby zapewnić klubowi funkcjonowanie – zapewnia Maciej Bluj, wiceprezydent miasta.

Na razie Śląsk nie ma nawet ustalonego budżetu na przyszły sezon. Stąd obecność na sesji przedstawicieli klubu. – Powinien być zdecydowanie wyższy niż był, bo tylko wtedy można powalczyć o wyższe cele – uważa Jan Urban, trener Śląska.

Władze klubu marzą o 30 mln zł. Dziś jednak nie wiadomo czy i kto miałby taki budżet Śląskowi zapewnić.