Prokuratura rozpoczęła śledztwo w sprawie wczorajszego wybuchu w fabryce prochu w Mąkolnie. Niewykluczone, że do tragedii doszło przez nieostrożność pracowników. Jutro prowadzone będą oględziny maszyn, które były w zniszczonym budynku. Na przyszły tydzień zaplanowano sekcje zwłok ofiar eksplozji.

Na miejscu wybuchu od rana pracowali dziś prokuratorzy, jutro ma do nich dołączyć biegły z zakresu eksplozji materiałów wybuchowych i konstrukcji dachowych. – Każda warstwa, która jest ściągana z tego gruzowiska, jest najpierw polewana wodą, żeby nie doszło do żadnego wybuchu czy zapłonu, a następnie systematycznie cegła po cegle jest to gruzowisko usuwane – informuje podkom. Ilona Golec.

Główne hipotezy co do przyczyn eksplozji to nieostrożność pracowników lub samoczynny zapłon. – Eksplozja nastąpiła w budynku produkcyjnym, do niego przylegały dwie przybudówki magazynowe, gdzie był proch. Wskutek eksplozji w budynku produkcyjnym eksplodował proch w jednym z tych magazynów, na szczęście nie eksplodował w tym drugim magazynie, gdzie był duży zapas – mówi Mariusz Pindera z prokuratury. – To szczęście w nieszczęściu, że nie wybuchł drugi magazyn – komentują pracownicy oddalonego o kilkaset metrów zakładu.

W eksplozji zginęło dwóch mężczyzn. Rodziny ofiar są pod opieką psychologów. Gmina zaoferowała też pomoc mieszkańcom ewakuowanym z pobliskich budynków.

Na razie nie wiadomo czy to koniec zakładu prochu w Mąkolnie. – Dzisiaj rano spotkałam się z przedstawicielem właściciela tej firmy, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Budynek, w którym była prowadzona produkcja, nie istnieje. Zostały budynki socjalne i magazynowe – mówi burmistrz Złotego Stoku Grażyna Orczyk.

Fabryka czarnego prochu działała w Mąkolnie od XVII wieku.