„Fryzjerstwo to dla mnie trochę jak nałóg. Pasja, bez której nie mógłbym żyć” – mówi Mateusz Milejski. 19-letni bielawianin został w Brukseli młodym mistrzem świata fryzjerów. Tytuł otwiera przed nim szanse na międzynarodową karierę.

Do ścisłego finału zakwalifikowało się 150 młodych fryzjerów z całego świata. Podczas uroczystej gali w Brukseli Mateusz został ogłoszony zwycięzcą konkursu. Sukces zawdzięcza trzem stylizacjom tej samej modelki. By zakwalifikować się do konkursu, wysłał jej czarno-białe zdjęcia. Przed samymi mistrzostwami od rana do wieczora czesał konkursowe fryzury.

Mateusz fryzjerstwem zaczął się interesować, gdy miał zaledwie dziewięć lat. – Jak koleżanki szły do fryzjera, ja im pomagałem – mówiłem, co mogą zrobić. Zawsze czesałem moją mamę, siostrę, kuzynkę – wspomina Mateusz.

Cały czas śledzi światowe trendy. Żartuje, że znajomi mają go dosyć, bo mówi tylko o włosach. – Wszystkie klientki go lubią, mężczyźni mają duże powodzenie w tym zawodzie – zauważa Magdalena Kipa, fryzjerka z Bielawy.

On sam najbardziej lubi proste, naturalne fryzury. – Patrzę na klientkę jak się ubiera, jakie ma koło oczu, nawet gdzie pracuje. Dobieram kolor do cery, do wszystkiego – opowiada Mateusz.

Bo fryzura powinna współgrać z osobowością i stylem. Nie boi się też eksperymentowania. Do zmiany wizerunku udało mu się także namówić panią redaktor. Użył przekonującego argumentu: włosy to nie zęby – odrosną.