Dziki zaatakowały pola. Dolnośląscy rolnicy wysiali właśnie kukurydzę, a to praktycznie zaproszenie do nieograniczonej dzikiej konsumpcji. W Okręgu Łowieckim „Trop” w podwrocławskiej gminie Wisznia Mała 80 myśliwych gotowych na wszystko – zgodnie z grafikiem – co noc pilnuje pól i odstrasza natarczywe i łakome dziki.

Pole pod lasem to właściwie stół biesiadny. – Zaczęły się siewy kukurydzy. W związku z tym zaczęła się inwazja dzików na pola. Dzik bardzo lubi kukurydzę, szczególnie taką świeżo posianą, kiełkującą – wyjaśnia Czesław Pisarek ze Strzeszowa. To kosztowna uprawa – około 1500 zł za hektar. Nie dla dzika.

Każdego typu uprawy, które mamy – czy to są zasiewy zbóż, czy kukurydzy – zgłaszamy, jeżeli widzimy, że jakiś problem zaczyna powstawać: dziki wychodzą, zaczynają czynić jakieś szkody. Po prostu zgłaszamy do myśliwych i współpraca jest bardzo dobra. To oznacza, że myśliwi pilnują pola – mówi Piotr Stawiński ze Strzeszowa.

Czesław Pisarek to myśliwy i rolnik w jednej osobie. – W dzień trzeba krowy wydoić, nakarmić, w nocy na polu dziki straszyć, płoszyć – wyjaśnia. – Gdyby te dziki wyjadały mi kukurydzę, to by moje krowy nie miały co jeść, więc pilnowanie tych pól jest dla mnie być albo nie być w gospodarstwie – dodaje.

Populacja dzików rośnie, a myśliwi w Tropie częściej płoszą zwierzęta niż do nich strzelają. Loch tknąć nie można ze względu na sezon ochronny. – Na dwóch obwodach mamy 2,5 tys. ha kukurydzy i ten dzik ma taką bazę pokarmową, że gdzie się nie ruszy – ma dostęp do jedzenia – informuje łowczy Koła Łowieckiego „Trop” Dariusz Zimoch.

Na Dolnym Śląsku żyje ponad 21 tys. dzików. Więcej jest tylko w województwach zachodniopomorskim i warmińsko-mazurskim.