Mówiło się o nim, że był ważniejszy od premiera. Na przełomie wieków trząsł polską polityką. Marian Krzaklewski – były przewodniczący Solidarności – odchodzi na emeryturę. Dziś we Wrocławiu, podczas obrad komisji krajowej związku, został oficjalnie pożegnany przez kolegów.

Na politycznej emeryturze od kilkunastu lat, teraz także na państwowej. Marian Krzaklewski był dziś żegnany przez kolegów z Solidarności z wielką pompą. – Marianie, co mogę powiedzieć, dziękujemy ci z całego serca, bądź z nami dalej – mówił Piotr Duda, obecny szef związku, w Centrum Historii „Zajezdnia”.

Przewodniczącym związku został w 1991 r., bezpośrednio po Lechu Wałęsie. – Rozpoczął nową epokę w historii Solidarności – wspominają starsi działacze. – Bardzo inteligentny i wykształcony człowiek, jako pierwszy zaczął mówić o układach zbiorowych. Szkoda, że potem rozwój związku nie poszedł w tym kierunku, tych układów jest mało – uważa Wojciech Grzeszek, przewodniczący małopolskiej „S”.

Dziś szacowny emeryt, w 1997 zjednoczył kilkadziesiąt prawicowych partii i stanął na czele Akcji Wyborczej „Solidarność”, która wygrała wybory parlamentarne. Premierem nie został. – Był kimś o wiele ważniejszym – mówi politolog dr hab. Robert Alberski z Uniwersytetu Wrocławskiego. – To o relacjach między nim a premierem Buzkiem mówiono wtedy coś, co dziś też się mówi – o rządzeniu z tylnego siedzenia. To pochodzi z tamtych czasów – zauważa.

„Ci, którzy podejmują się reform, dostają potem tam, gdzie... plecy się kończą” Marian Krzaklewski Kres politycznej potędze przyniosły przegrane z kretesem wybory prezydenckie w 2000 r. i klęska AWS w kolejnych wyborach parlamentarnych. – Zapłaciliśmy cenę za ambitną politykę rządu – twierdzi dziś Krzaklewski. – W trakcie przeprowadzania reform ich koszty są przyjmowane z bólem i ci, którzy je podejmują, dostają potem tam, gdzie... plecy się kończą – mówi.

– Marian został też skrzywdzony przez media. Był przedstawiany jako il duce, a to ciepły, miły człowiek – uważa Kazimierz Kimso, przewodniczący dolnośląskiej „S”.

Po wyborczych porażkach zrezygnował też z przewodniczenia związkowi. Aktywnym działaczem jednak pozostał. – Tak dużo pracy to jeszcze chyba nie miałem, robi się kłopot – mówi.

Dziś Marian Krzaklewski działa głównie jako przedstawiciel Solidarności w organizacjach międzynarodowych. Jak zapewnia, na emeryturze nie zamierza z tego rezygnować.