Ratowanie rannych znajdujących się pod ostrzałem, akcja poszukiwawczo-ratownicza z wykorzystaniem psów i ewakuacja – to tylko niektóre elementy warsztatów, które odbyły się we Wrocławiu. Ratownicy medyczni, goprowcy i wojskowi ćwiczyli razem, by jak najskuteczniej udzielać pomocy w każdej sytuacji.

– W wyniku działań terrorystycznych rannych i zabitych zostało wiele osób. Żołnierze mieli za zadanie wejść, sprawdzić budynek pomieszczenia poszczególne i zabezpieczyć miejsce, następnie do akcji weszli ratownicy medyczni – mówi o pozorowanej akcji mjr Piotr Szczepański z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu.

– Nie każdy ratownik pracujący na nizinach pracował kiedyś w górach, więc chodzi o to, żeby każdy ratownik miał możliwość zapoznania się z różnymi warunkami, poćwiczenia. Po to są te warsztaty – opowiada dr Beata Zysiak-Christ z WSOWL.

– Wyrabianie nawyków jest niezwykle ważne dla żołnierzy, ponieważ mówi się, że żołnierz w czasie walki nie myśli, tylko reaguje. I tak może prozaiczna rzecz, jak wsadzenie noszy do rosomaka, jest bardzo ważnym elementem, bo jeżeli wsadzimy go nogami, a nie głową, ratownik będzie miał utrudnione podawanie kroplówki – dodaje kpt. Artur Zielichowski z WSOWL.

– W dniu wczorajszym mieli wystąpienie nasi goście z Ukrainy. Koło Kramatorska żołnierze przez 21 dni znajdowali się w okrążeniu. Byli poszkodowani, ranni, wymagający zabiegów chirurgicznych. Trzeba było wykonywać tam zabiegi operacyjne polegające np. na amputacji kończyn, postrzałach, urazach po detonacji min i trzeba było udzielać pomocy tym osobom w warunkach szczególnych. Oni dzielili się z nami wiedzą, jak to było zrealizowane. Te scenariusze muszą być w jakiejś formie przećwiczone – mówi płk dr hab. Witalis Pellowski z WSOWL.