Stowarzyszenie „Nowy Wrocław” domaga się od Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego dofinansowania zabiegów in vitro. Dzisiaj przedstawiciele stowarzyszenia złożyli wniosek w tej sprawie. Urzędnicy marszałkowscy twierdzą, że projekt ma szansę na realizację.

Celem projektu „In vitro dla Dolnoślązaków” jest pomoc bezpłodnym parom. Na Dolnym Śląsku jest ich ponad tysiąc. Ten projekt to dla nich jedyna szansa na posiadanie dziecka.

– Nasz projekt, a dokładnie wniosek, zakłada powołanie w pierwszej kolejności zespołu złożonego z ekspertów i specjalistów, którzy stworzą projekt przystosowany do potrzeb województwa. Zgodnie z naszym wnioskiem, przygotowanym na podstawie już funkcjonujących programów m.in. w Łodzi czy Gdańsku, całkowity jego koszt to 9,6 mln zł. Według naszej propozycji, sejmik mógłby sfinansować 10% tej kwoty – mówi Mateusz Jędrachowicz z „Nowego Wrocławia”.

Pozostałą część miałyby finansować samorządy. Tak jest już w Poznaniu i Łodzi. We Wrocławiu na początku lutego miejscy radni odrzucili uchwałę o in vitro. Teraz wniosek wrocławskiego stowarzyszenia ma szansę na rozpatrzenie w urzędzie marszałkowskim.

– Z perspektywy departamentu i wskazań medycznych z całą stanowczością stwierdzam, że to są wydatki, które musimy ponieść – tak samo jak budowa nowego szpitala onkologicznego za 500 mln zł. Więc jesteśmy ten symboliczny wydatek winni ludziom, którzy nie mogą mieć dzieci – uważa Robert Adach z urzędu marszałkowskiego. Dopytany o to czy znajdą się pieniądze, odpowiada: – Tak, chcemy, żeby się znalazły.

„Wszystkie samorządy musiałyby się na to zgodzić. A widzimy, że są podzielone” Marcin Krzyżanowski, Prawo i Sprawiedliwość Inicjatywę dofinansowania in vitro popierają przedstawiciele Nowoczesnej – mimo wielu zastrzeżeń. – Sam pomysł jest godny rozważenia. Nie mamy programu krajowego, który dofinansowywałby kwestię in vitro. My, jako Nowoczesna, składaliśmy wniosek o dofinansowanie przez wrocławski samorząd. Niestety upadł on na głosowaniu. Natomiast propozycja złożona przez „Nowy Wrocław” jest bez jakichkolwiek konsultacji ze środowiskiem popierającym in vitro – twierdzi Anna Pietrońska z N.

– Brak konsultacji i konkretów świadczą o niespójności projektu. Wprowadzenie tego pomysłu w życie będzie zależeć od opinii samorządów – mówi Marcin Krzyżanowski z Prawa i Sprawiedliwości. – Oczywiście, to nie będzie takie łatwe. Wszystkie samorządy musiałyby się na to zgodzić. A widzimy, że są one podzielone. Radni mają różne zdania. Po drugie: będzie to trudne operacyjnie, wdrożyć taki program. Pytanie: w jaki sposób dzielić mieszkańców? Które gminy miałyby więcej, a które mniej dofinansowań? – zastanawia się miejski radny.

– Chcemy, żeby ten program ruszył jak najszybciej, jeśli sejmik to uchwali. Ale nie wiemy czy to będzie możliwe w tym roku – jest już wdrażany tegoroczny budżet. Ale można skorzystać z pieniędzy z rezerwy budżetowej – proponuje Mateusz Żak z „Nowego Wrocławia”.

Na razie na Dolnym Śląsku żaden samorząd nie finansuje zabiegów in vitro.