Szacunkowe straty tylko jednej z ferm w Sokołowicach wyrządzone przez ptasią grypę to prawie 2 mln zł. W tej wiosce na początku lutego wykryto dwa ogniska ptasiej grypy. Zostały już zlikwidowane, ale to dopiero początek problemów miejscowych rolników.

Pan Włodzimierz przez ptasią grypę stracił 93 tys. kur i 300 tys. jajek. Ferma to dorobek jego życia. Odbudowanie takiego stada może zająć nawet 2 lata. Do strat związanych z jego likwidacją pan Włodzimierz dolicza jeszcze utrzymanie swojej firmy.

W Sokołowicach drób trzymali także drobni rolnicy. – Robiłem listę indywidualnych gospodarzy na polecenie gminy – 11 rolników się zapisało, że posiadają drób. W tym tygodniu usypiali te zwierzęta i wywozili – mówi sołtys Sokołowic Wiesław Bełza. – Smutno, bo jajka ładne niosły, można było sobie i komuś dać, to były zdrowe kury, nic nie widziałam, żeby było nie tak, a trzeba było wszystko zlikwidować – komentuje Marianna Konopka. Mieszkańcy liczą na odszkodowania. Ma to być 25 zł za kurę i 50 zł za kaczkę.

Tylko na jednej z sokołowickich ferm nie wykryto groźnego dla ptaków wirusa. Ale i jej właściciele muszą liczyć się ze stratami. – Rynki już zaczynają troszeczkę słabnąć i nie chcą za bardzo jajka kupować, spowodowane jest to tym, że ludzie boję się grypy ptaków, chociaż wiemy, że ona nie jest groźna dla ludzi – mówią właściciel fermy. Pan Krzysztof szacuje straty spowodowane mniejszą sprzedażą, dodaje koszty zabezpieczenia przed ptasią grypa – w najlepszym wypadku straci około 200 tys. zł, w najgorszym nawet 800. Wciąż obawia się o część swojego stada – o młode kury, które dopiero powinny zacząć znosić jajka.

Sokołowice dalej objęte są kwarantanną. Przy wjeździe kontrolowane są samochody i leżą dezynfekujące maty. Może to potrwać jeszcze kilka tygodni. Zanim wrócą tam hodowlane ptaki miną miesiące.