Wrocław ma być miastem dla mieszkańców, nie dla myśliwych – apelują działacze dwóch partii: Zieloni i Razem. I rozpoczynają zbieranie podpisów pod petycją do sejmiku wojewódzkiego o usunięcie obwodów łowieckich z terenu miasta. Obawy działaczy budzi też nowelizacja prawa łowieckiego.

– Nowelizacja ustawy już się pojawiła, znajduje się w podkomisji i zawiera szereg dużych wątpliwości. Zwiększa ona przywileje myśliwych. Po pierwsze wprowadza karę grzywny za tzw. utrudnianie polowania. Oznacza to, że w momencie, kiedy wyjdziemy do lasu na grzyby, kiedy wyjdziemy na spacer, a akurat w tym czasie jest polowanie, to możemy zostać ukarani grzywną. A myśliwi nie mają nawet obowiązku powiadamiania, że na danym terenie w danym czasie to polowanie się odbywa – mówi Małgorzata Tracz z Zielonych.

– Myśliwi coraz bardziej zbliżają się do zabudowań. W ubiegły weekend myśliwi ostrzegli mieszkańców Wojnowa, że ma się na terenie osiedla odbyć polowanie na bażanty. Nie mają obowiązku tego robić. Zrobili to i pod wpływem opinii publicznej polowanie zostało odwołane. Chcemy zaprotestować i składamy petycję do sejmiku o usunięcie wszystkich okręgów łowieckich z terenu miasta – dodaje Magdalena Tuła z Razem.

– Ta broń, która jest używana do polowań, po prostu może kogoś zranić, zabić. Nie chcemy czekać, aż zdarzy się taki wypadek. Nie tak dawno mieliśmy poza Wrocławiem sytuację, gdzie pocisk przeszył ciało sarny i zabił rowerzystę – zauważa biolog dr Robert Maślak z Razem.

Przedstawiciele Polskiego Związku Łowieckiego z okręgu wrocławskiego nie chcieli akcji skomentować przed kamerą. W rozmowie telefonicznej powiedzieli, że jeśli obwody łowieckie znikną z terenu miasta, to za odstrzał np. dzików płacić będą podatnicy.