„Nic nie gra” to nowy spektakl Wrocławskiego Teatru Komedia. Premiera 5 marca, ale już teraz trwają ostatnie przygotowania. „To powrót do korzeni” – przekonują aktorzy, którzy muszą zagrać... amatorów.

– Spektakl jest o amatorskiej grupie teatralnej, która postanowiła zrobić spektakl – taki zawodowy, porządny. Do tej pory im się to nie udawało. Wymyślili sobie, że to będzie przedwojenny dreszczowiec z Anglii lat 30. Próbują to oczywiście z wielką gorliwością i pasją zrobić, ale – jak to czasami bywa – machina teatralna może przerosnąć – mówi Paweł Okoński, reżyser spektaklu i współwłaściciel teatru.

– Spektakl powstał na podstawie sztuki, którą napisali panowie Lewis, Shields i Sayer. Obsada to jest częściowo nasza stała obsada – ludzie, którzy z nami często występują. Czyli Marzena Kopczyńska, Kinga Zabokrzycka, Radek Kasiukiewicz, Marian Czerski, Tomek Lulek, Jurek Mularczyk i ja – dodaje Okoński.

– Gram Jonathana, który... gra Charlsa. Tak że jest to podwójna rola. On jest przede wszystkim pasjonatem, zresztą jak oni wszyscy, którzy próbują tego teatru trochę „ugryźć” – opowiada aktor Rafał Kwietniewski.

– Sandra to urodzona artystka – kobieta, która nie jest profesjonalną aktorką, natomiast zawsze o tym marzyła i na scenie czuje się jak ryba w wodzie i jest przekonana o tym, że wszyscy przychodzą tylko na nią i tylko na nią patrzą. Tak naprawdę to duże wyzwanie warsztatowe dla profesjonalnego aktora, dlatego że tam tak naprawdę trzeba się gdzieś cofnąć do jakiś podstaw, swoich początków, bo chodzi o to, że trzeba tak grać, jakby się kompletnie nie umiało grać – dodaje Agnieszka Wielgosz, odtwórczyni roli Sandry.