„Wzgórze Partyzantów nie trafi już w prywatne ręce” – deklaruje prezydent Wrocławia i dodaje: „sami przywrócimy temu miejscu dawny blask”. Magistrat niedawno wygrał sprawę sądową. Zgodnie z wyrokiem, firma, która 27 lat temu otrzymała wzgórze w wieczyste użytkowanie, ma je oddać miastu. Przez ten czas dawna wizytówka Wrocławia zamieniła się w ruinę.

Z daleka nie wygląda to tragicznie, z bliska – obraz nędzy i rozpaczy. Pani Marzena Ołpińska wokół Wzgórza Partyzantów codziennie spaceruje z psem. – Powiem brzydko: syf i malaria. Ta prywatna część wygląda okropnie – mówi.

150 lat temu bogaty wrocławianin Adolf Liebich ufundował na terenie dawnego Bastionu Sakwowego monumentalną budowlę na cześć swojego brata. Koszt to dwa roczne budżety miasta. – Mieszkańcy Breslau pokochali to miejsce – mówi dyrektor Muzeum Miejskiego. – Punkt widokowy, miejsce spotkań, kawiarnie – to wszystko w latach powojennych, pomimo prób przywrócenia do życia, nie powróciło do świetności – dodaje Cezary Łagiewski.

Wieża widokowa runęła pod koniec wojny, resztę zrobił czas. Dziś to ruina. W 1990 r. miasto przekazało wzgórze w wieczyste użytkowanie spółce Retropol. Firma miała przywrócić temu miejscu blask, nie zrobiła nic. – Wszystko jest ogrodzone, jakieś płoty postawione. Nawet trudno tam wejść. Przykro mi się robi, bo to bardzo fajne miejsce – uważa Wiktor Dawidiuk.

W końcu magistrat stracił cierpliwość, sprawa trafiła do sądu. Zapadł wyrok: Wzgórze Partyzantów ma wrócić do miasta. – Zrobimy z niego wizytówkę Wrocławia – zapewnia prezydent Rafał Dutkiewicz. – Będzie już w posiadaniu miasta, to będą na pewno obiekty publiczne. Zostaną naszą własnością. Oczywiście niektóre części, jak lokale gastronomiczne, będą wynajmowane operatorom, ale pod naszym nadzorem – dodaje.

– Lepiej późno niż wcale – komentuje Kazimierz Kloczkowski ze stowarzyszenia „Wzgórze Partyzantów”. Sam kiedyś organizował tu giełdę staroci i zainwestował w drobny remont. Od zawsze zabiegał o to, by władze miasta odzyskały wzgórze. – To jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście, które musi być zrewitalizowane i wykorzystane do celów kulturotwórczych. Tym bardziej, że ma tak piękną historię – zauważa.

Co ciekawe, obiekt o tak dużej wartości historycznej nie jest wpisany do rejestru zabytków. Wstępu inspektorom, którzy chcieli dokonać inwentaryzacji, zabronił dzierżawca.