Zdarzały się już niedobory wody wiosną, latem, ale teraz nawet jesienią schną uprawy. Widać to głównie w powiatach strzelińskim i oławskim, ale w mniejszym lub większym stopniu susza dotknęła już wszystkie gospodarstwa.

Dariusz Kubik zęby zjadł na uprawie ziemniaków, ale w tym roku bez deszczu nie dał rady. Nie pomogło nawadnianie i nawożenie – ziemniaki są nierówne i popękane, czyli nie do wzięcia. W tym roku zanosiło się także na urodzaj kukurydzy, jednej z głównych dolnośląskich upraw, ale plony są niskie, cena spada z dnia na dzień. Nawet zboża i rzepak nie przyniosły w tym roku krociowych zysków.

Tymczasem deficyt wody nieubłaganie pogłębia się. A brak opadów źle rokuje przyszłorocznym zbiorom. Ogólnopolski System Monitoringu Suszy Rolniczej zdaje się jednak nie zauważać tego zjawiska. Całe ryzyko niedoborów wody ponoszą wyłącznie rolnicy.