W muzeum Gross Rosen w Rogoźnicy odsłonięta została tablica upamiętniająca mieszkańców miasteczka Tykocin pod Białymstokiem, skąd w 1944 roku Niemcy wywieźli do obozów koncentracyjnych prawie czterysta osób.

Gdy w maju 1944 roku Niemcy wkroczyli do Tykocina pan Romuald Pogorzelski miał 18 lat. – Z samochodu powysiadali i do nas pierwszych tutaj przyszli – wspomina były więzień obozu. 400 osób Niemcy zawieźli do Białegostoku, później do niemieckich obozów koncentracyjnych. – W Gross Rosen to nas więźniów odliczyli do 100 i do kamieniołomów – dodaje Romuald Pogorzelski.

Romuald Pogorzelski po 2 tygodniach w Gross-Rosen trafił do obozu Sachsenhausen. Po wojnie wrócił do Tykocina, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Tadeuszowi Rogowickiemu po stryju i ojcu została tylko wspólna fotografia rodziców i obozowy list.

Przy ścianie śmierci w muzeum Gross Rosen dziś upamiętniane są ofiary kaźni. W 72. rocznicę masowej wywózki mieszkańców Tykocina odsłonięto kolejną tablicę. – W Gross Rosen 100 osób pozostawiono do pracy w kamieniołomach i z tych 100 osób wróciło tylko trzech – mówi Marzena Pisarska-Kalisty, kierownik muzeum w Tykocinie.

W obozie Gross Rosen więziono 125 tys. osób, 40 tys. nie przeżyło.– Głodowe racje żywnościowe, choroby, ciężka katorżnicza praca głównie w kamieniołomie doprowadziła do tak wysokiej śmiertelności. Życie więźnia obliczone było na ok. 3, 4 tygodnie – informuje Andrzej Gwiazda, zastępca dyrektora Muzeum Gross Rosen w Rogoźnicy.

W muzeum zachowały się m. in. fundamenty bloków i krematorium, brama z wartowniami i wyrobisko w kamieniołomach – jedno z głównych miejsc pracy więźniów.